kurtyna w góre
Lustra miłości
Niewielka scena Ateneum powiększona o proscenium i wyłożona lustrami (na horyzoncie – weneckimi) rośnie do gigantycznych rozmiarów, dlatego można uwierzyć, że błąkają się tu zagubieni bohaterowie komedii Szekspira. Zagubieni nie tylko dosłownie, bo ich skłonności miłosne także się gubią pod wpływem czarodziejskiego ziela. Ale mimo licznych nieporozumień wszystko kończy się dobrze, nawet dla Tytanii, królowej elfów, która na jedną noc zakochała się w tkaczu Podszewce (świetna rola Grzegorza Damięckiego), zmienionym przez Oberona w osła. Ostatnimi czasy pisano, że „Snu nocy letniej” nie można już grać jak komedii, że to utwór tragiczny i smutny, ale na szczęście Bożena Suchocka w to nie uwierzyła, tworząc spektakl pełen czaru i humoru z przymieszką goryczy. To był ważny egzamin dla Ateneum, które szuka nowego oblicza, otwierając się na współpracę z artystami spoza zespołu – sprawdzili się tu aktorzy znani ze spektakli m.in. w Teatrze Konsekwentnym, zwłaszcza Anna Smołowik jako Helena i Mateusz Banasiuk jako Demetriusz. Ostatnie słowo należało jednak do aktorów ze stałego zespołu Ateneum, którzy stworzyli barwną grupę rzemieślników przygotowujących spektakl o Pyramie i Tyzbe dla uczczenia zaślubin księcia.Tomasz Miłkowski
William Szekspir, „Sen nocy letniej”, przekład Stanisław Barańczak, reżyseria Bożena Suchocka, scenografia Agnieszka Zawadowska, ruch sceniczny Leszek Bzdyl, muzyka Wojciech Lubertowicz, Sebastian Wielądek, światło Magdalena Górfińska, Teatr Ateneum, premiera 21 stycznia 2012
Taniec Śmierci
Miłość i śmierć to motywy przewodnie najnowszego spektaklu baletowego Opery Krakowskiej. Z tym odwiecznym tematem zmierzył się Ondrej Šoth, słowacki choreograf i reżyser. W pierwszej części do muzyki Rachmaninowa („II Koncert fortepianowy”) miłość jest uczuciem ulotnym, co ma pokazywać zmienność par tancerzy i krótkotrwała rozpacz porzuconych. Zupełnie inaczej Šoth przedstawił miłość w drugiej części, opartej na suicie Szczedrina „Carmen”. Reżyser wprowadził do Bizetowskiej wersji dodatkową postać, Śmierć, chcąc przekonać widza, że ona rządzi uczuciami, rozdziela i zabija. „Carmen”, w porównaniu z pierwszą częścią spektaklu, nabiera tempa, nie tylko dzięki zastosowaniu bębnów czy wprowadzeniu (zasadnie?) muzyki Deep Forest. Jednak te innowacje generalnie nie zmieniły oryginału Bizeta, tu wszystko jest wiadome, co pewnie ułatwia odbiór przedstawienia, w którym tancerze nie muszą wznosić się na wyżyny sztuki baletowej. Ale z drugiej strony nabiera się przekonania, że jest ono nad wyraz czytelne. Tym bardziej że choreograf nie wprowadził nowatorskich układów tanecznych ani sytuacyjnych. Podobnie jak twórca kostiumów, chociaż przyodział wykonawców… w kąpielówki. Autor kostiumów stworzył też scenografię, niezwykle oszczędną i intrygującą. Bo czym wytłumaczyć zawieszenie nad sceną w „Carmen” wielkiego krzyża? Czyżby Andrii Sukhanov chciał nam powiedzieć, że „pod tym krzyżem, pod tym znakiem” Don José jest… nieborakiem lub łajdakiem? A może jednym i drugim?Paweł Dybicz
„Rachmaninow. Szczedrin... (Tragedia Don José)”, choreografia i reżyseria Ondrej Šoth, scenografia i kostiumy Andrii Sukhanov, Opera Krakowska, premiera 3 lutego 2012
na ekranach
Z daleka widok jest piękny
Reż. Wilhelm i Anka Sasnalowie, prod. Polska, już w kinach
Wsi spokojna, wsi wesoła – bardziej ironicznie o filmie Sasnalów trudno powiedzieć. Sami autorzy przyznają, że „Z daleka widok jest piękny” to swobodne przetworzenie kwestii Holokaustu i sąsiadów. Zaraz więc podniosły się głosy, że taka wizja współczesnego zwyrodnienia godzi w wizerunek polskiej prowincji, wyolbrzymia złe cechy i jest po prostu krzywdząca. Bo gospodyni nie wita gości zsiadłym mlekiem w upalny dzień, bo ludzie klepią biedę, bo nie są solidarni i tylko patrzą, jak się nawzajem okantować. A jednoczą się wyłącznie wtedy, gdy da się coś wspólnie rozszabrować. Ale takie zło może się przydarzyć wszędzie – wieś na krańcach świata jest za to wdzięcznym tłem z bujną przyrodą i dzikością, która tak naprawdę znamionuje zdziczenie obyczajów. Co musiało się stać z ludźmi, że dopuszczają się takich czynów? Co musi się stać, żeby przestali? Jest to tak inne polskie kino, że nie pozostawia bez reakcji.Agata Gogołkiewicz
Sponsoring
Reż. Małgorzata Szumowska, prod. Polska/Francja/Niemcy
Jedno trzeba przyznać – tak wielkiej kampanii promocyjnej w Polsce nie miały ostatnio ani „W ciemności”, ani „Róża”. „Sponsoring” jest wszędzie, jako temat tekstów, ale głównie pod postacią reżyserki, która dużo i chętnie mówi o sobie, o swoich bohaterkach, dylematach, o tym, jak film ewoluował, i o czym to właściwie jest. Ostatniej kwestii nie ma sensu rozwijać, bo już chyba każdy, kto śledzi całe zamieszanie, czuje się, jakby film obejrzał, i tak naprawdę ważne są wrażenia. Ja mam takie, że wraz z powstawaniem i zmienianiem się scenariusza realizatorzy chyba się pogubili i już nie bardzo wiedzą, co chcieli przekazać. Właściwie poszczególne elementy zagrały, nie można się przyczepić do młodych aktorek, Joanny Kulig i Anaïs Demoustier, a tym bardziej do Juliette Binoche, której doświadczenie ekranowe nie pozwala odstawiać fuszerki. Tylko wszystko to złożone razem nie zachwyca, nie ma tej siły rażenia co „33 sceny z życia” – przeciwnie, rozłazi się, sprawiając, że problem, tak naprawdę ważki, zarówno od strony studentek, jak i dojrzałej kobiety, która wpadła w życiową rutynę, wydaje się wydumany. Wzmacnia się to potężnymi dawkami seksu, żeby nie było wątpliwości, czym panie się zajmują i że właściwie poza jednym momentem sprawia im to przyjemność. Mówi się zatem, że to film odważny erotycznie. Ale cóż to za odwaga? W dzisiejszych czasach większej brawury wymaga zrobienie kina bez seksu. Zresztą dobrze, niech będzie, ale co na Boga robi w tym Andrzej Chyra?Agata Gogołkiewicz
zasłuchaj sie
Giuseppe Verdi
Joanna d’Arc
Nikolay Dorozhkin, Anna Lichorowicz, Mariusz Godlewski, Orchestra and Choir of the Wroclaw Opera, Ewa Michnik
DUX 2011
Pisaliśmy o interesującej premierze opery Verdiego, teraz to wydarzenie muzyczne mamy na CD, już bez kostiumów, dekoracji i ruchu na scenie. Pozostaje tylko nieśmiertelna muzyka genialnego Włocha, głosy śpiewaków oraz brzmienie orkiestry. I okazuje się, że rzecz jest nadal bardzo wciągająca. Opera Wrocławska wystawiła zapomniane dzieło Verdiego własnymi siłami wokalnymi i nie ma się czego wstydzić. Trójka solistów kreujących role Joanny d’Arc, jej ojca i króla Karola to znakomici wykonawcy, obdarzeni świetnymi głosami, obeznani ze stylem Verdiego. Na szczególne wyróżnienie zasługuje sopranistka Anna Lichorowicz, śpiewająca unikatowym sopranem spinto.
Towarzyszy jej baryton o pięknej, aksamitnej barwie, Mariusz Godlewski, który gra rolę Giacoma, ojca Dziewicy Orleańskiej. Rolę króla Karola VII powierzono wybitnemu tenorowi rosyjskiemu, Nikolayowi Dorozhkinowi, od niedawna zatrudnionemu w Operze Wrocławskiej. To również bardzo trudna rola, bo Verdi często każe tenorom wspinać się na wysokie nuty. Całości kierowanej przez maestrę Ewę Michnik dopełniają chór, który lepiej brzmi, gdy śpiewa a cappella, i orkiestra będąca w tym wczesnym dziele Verdiego solidnym akompaniatorem.
Bronisław Tumiłowicz
między okładkami
Piotr Marecki
Nam wieczna w polszczyźnie rozróba! Marian Pankowski mówi
Korporacja Ha!art, Kraków 2011
Twórczość Mariana Pankowskiego jest mimo wszystko słabo znana w Polsce, bo ten wybitny poeta i prozaik od zakończenia II wojny światowej aż do śmierci w ubiegłym roku mieszkał w Brukseli. Pisarz tkwił na emigracji, ale zarazem nie mógł się pogodzić z pozycją wychodźcy, przedstawiciele Polonii też nierzadko wypominali mu jego częste przyjazdy do Polski po 1958 r. i fakt, że PRL-owskie oficyny od czasu do czasu drukowały jego utwory. Skomplikowane problemy tożsamości Pankowskiego stara się rozwikłać wywiad rzeka Mareckiego. Lektura tych wyznań nabiera tempa wolno, zwłaszcza że pytania nie są specjalnie oryginalne, czasem są wręcz nudne. A jednak wynikający z tego obraz okazuje się bardzo interesujący. Do książki dołączona jest płyta z nagraniami głosu Mariana Pankowskiego, który czyta swoje wiersze, fragmenty powieści i tekstów publicystycznych.
Bronisław Tumiłowicz
Tomasz Warczok,
Łukasz Trembaczowski
Miłośnicy, znawcy, koneserzy
czy przechodnie?
Galeria Bielska BWA, Bielsko-Biała 2012
Socjolodzy Tomasz Warczok i Łukasz Trembaczowski przeprowadzili badania odbioru sztuki współczesnej. Przedmiotem analizy były galerie z województwa śląskiego, ale wyniki można próbować rozciągnąć na inne części Polski. Jak przyznają bowiem śląscy pracownicy galerii – nie mają oni potencjału „tworzenia” artystów, mogą jedynie rozpoczynać proces ich konsekracji, jednak prawdziwego uświęcenia dokonuje się już gdzieś indziej, najczęściej w Warszawie. Z książki wyłania się m.in. podział na dwa skonfliktowane obozy – obóz sztuki zachowawczej, dość konserwatywnej, i obóz sztuki poszukującej, bardziej awangardowej. Przedstawicieli obu grup różni także stosunek do poszczególnych dyscyplin – przedstawiciele sztuki zachowawczej preferują raczej grafikę, podczas gdy dla admiratorów sztuki poszukującej większe znaczenie ma np. wideo. Co ważne, sztuka zachowawcza jest lokalnie mocno zakorzeniona, artyści z tego kręgu mają nierzadko dobre kontakty z miejscowymi władzami, natomiast ludzie z kręgu sztuki poszukującej częściej dążą do zyskania wsparcia w instytucjach warszawskich i w mediach ogólnopolskich.
Łukasz Grzesiczak
Odpowiedz