Opluwanie człowieka honoru
Dyszycie żądzą odwetu. W tym, co wyprawiacie z Generałem, nietrudno dojrzeć przyczyny zemsty – pozbawił was smaku zwycięstwa
Mieczysław F. Rakowski
Polska polityka wewnętrzna budzi coraz większe obrzydzenie. Bardzo wyraźnie widać to na przykładzie usilnych prób fałszywej mitologizacji ostatniego ćwierćwiecza historii Polski przez prawicę.
Przyjmuję za fakt oczywisty, rzucający się w oczy każdemu inteligentnemu człowiekowi, że proces przeciwko gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu („sądzony jest jak gangster” – „Gazeta Wyborcza”) odświeżył nie tyle zapomniane, co słabnące ostre podziały społeczne sprzed wielu lat. To nie jest podział podobny do tego, jaki wywołała we Francji sprawa kpt. Dreyfusa, ale przyczyny obu dramatycznych pęknięć spokoju społecznego wyrastają z tego samego pnia. Z tego, co jest złą twarzą rodzaju ludzkiego, czyli z nienawiści. To jej chcę poświęcić uwagę, ale wpierw muszę uporządkować teren, po którym będę się poruszał. Zanim zacznę zastanawiać się nad

skłonnością polskiej prawicy do podłości,


wyjaśnię, dlaczego dopiero teraz zabieram głos, chociaż w latach 80. byłem jednym z najbliższych cywilnych współpracowników gen. Jaruzelskiego. Powód jest prosty, choć może niektórzy chcieliby moje milczenie zrozumieć jako unik. Nie, jedynym powodem jest moja przewlekła choroba. W kilku tomach moich „Dzienników politycznych”, w moich wywiadach dla prasy zachodniej – m.in. dla Oriany Fallaci – postać Generała była stale obecna.
Gdy stało się już oczywiste, że katowicka prokuratura przygotowuje akt oskarżenia, oczekiwałem wezwania przed jej oblicze, bo przecież kto jak kto, ale człowiek, który przez dziesięć lat przebywał niemal pod jednym dachem z oskarżonym (?), może wiele o nim powiedzieć. Wezwania nie było i szybko zrozumiałem, że szykuje się proces pokazowy. Dobrze pamiętam takie procesy z lat 50., wysnułem zatem logiczny wniosek, że wiedza na temat motywów, które skłoniły nas do wprowadzenia stanu wojennego, w ogóle nie jest oskarżycielom potrzebna. Zapał „miecza karzącego”, katowickiego oddziału IPN, skłania mnie do wyprowadzenia takiej analogii: w latach 80. właśnie w tym śląskim mieście uwiło sobie gniazdko Katowickie Forum Partyjne, zajadle zwalczające linię polityczną Jaruzelskiego, którą ja też reprezentowałem. Dla Wołczewa, szefa tego Forum,

byliśmy kontrrewolucyjną zarazą.


Ćwierć wieku później sen Wołczewa zaczyna nabierać realnych kształtów. PZPR, wiodąca partia w PRL, w latach 80. nie była monolitem. I nie mogła nim być, ponieważ powstanie wolnych związków zawodowych w systemie autorytarnym wstrząsnęło ładem ustrojowym. Nie jest też przypadkiem, że pierwsza „Solidarność” była początkowo nieśmiała w swych działaniach, jej przywódcy bowiem też nie bardzo wiedzieli, jak zabrać się do rzeczy, ale szybko nauczyli się organizowania strajków, demonstracji i innych form protestu. Dzisiaj wpływowa część z nich z zapałem zabrała się do budowania mitów, niewiele mających wspólnego z faktami.
Karczując zarosły chwastami kłamstw i przeinaczeń ugór, oświadczam, że odrzucam, i każdy uczciwy historyk postąpi tak samo, wbijaną do głów obecnemu pokoleniu młodych Polaków „prawdę” o okrutnych, ograniczonych, złych, wręcz głupich „komunistach” rządzących Polską, naprzeciw których stały milionowe hufce szlachetnych członków „Solidarności” (dziś urośli już do zdeklarowanych antykomunistów, co warte jest śmiechu).
Usuńmy jeszcze jeden ciężki kamień: zła wola, „krótka pamięć” i mściwa postawa działaczy „S” i historyków-prokuratorów IPN oraz służalcza wobec nich rola zastępów na ogół dobrze opłacanych skrybów. Byle szczyl dziennikarski bez skrupułów opluwa, wdeptuje w ziemię, wykpiwa człowieka, który walczył o jedyną Polskę, jaka po II wojnie światowej w ogóle mogła powstać. Dla nich „wieszanie psów” i dowolne opluwanie gen. Jaruzelskiego to działanie politycznie poprawne, oczekiwane, a być może także szczebel w karierze. Tego kamienia nie da się jednak usunąć. Budowniczowie nowych mitów, co widać na przykładzie kultu powstania warszawskiego, nigdy nie spoczną. Niestety, nie da się dobudować do jego muzeum kolejnego pawilonu, o historii powstania „Solidarności”. Tej okazji i przyjemności „komuniści” prawicę pozbawili. Ile razy słyszę o bohaterskich powstańcach i ani słowa o prawie 200 tys. zmarłych z głodu, z ran, rozstrzelanych przez niemieckich faszystów, to krew mnie zalewa. Kto wie, czy wykrzywiona grymasem nienawiści twarz polskiej prawicy, którą oglądamy w czasie procesu, nie „podniosła głowy” właśnie dlatego, że prowadziliśmy politykę, która zarówno radykałom w „S”, jak i w PZPR nie pozwoliła sięgnąć po walkę wręcz z władzą. Do tej według mnie kluczowej tezy powrócę nieco później.
Dramat w kopalni Wujek był bez wątpienia wstrząsem, który na zawsze pozostanie w pamięci narodowej, choć byłoby z pożytkiem dla prawdy historycznej, gdyby cała prawda o nim stała się częścią lekcji wychowania młodych Polaków. Kilka lat temu odwiedził mnie były wojewoda śląski, Marek Kempski, który w trakcie rozmowy o niedawnych latach powiedział, że nie rozumie, dlaczego generałowie Jaruzelski i Kiszczak nie wykorzystują tego, że

„myśmy piętnaście kopalń przygotowali do oporu”.


Nie wiem, dlaczego o tym wówczas nie mówili, ale domyślam się, że to, co stało się w Wujku, było zbyt wielkim psychicznym obciążeniem (nie mówiąc już o politycznym), by toczyć spór o to, czy było 10, czy 15 kopalń gotowych do czynnego oporu. Zresztą to przecież my, władza, wprowadziliśmy stan wojenny, a nie górnicy. Dodam tylko, że był i jest jeden sprawiedliwy – Karol Modzelewski. On właśnie publicznie powiedział, że czuje się współwinny za to, co stało się w Wujku, „ponieważ myśmy ich do tego zachęcali”.
Odwalmy następny kamień o wielkim ciężarze gatunkowym. Do napisania nowej wersji powojennej historii Polski wzięły się reakcyjne odłamy polskiej prawicy, którym przewodzą prokuratorzy, pracownicy IPN, państwowej instytucji utrzymywanej z pieniędzy podatników. Akceptuje ten stan rzeczy Platforma Obywatelska, podobno formacja polskich liberałów. Wolne żarty! Jacy to liberałowie? Są również zainfekowani jadem antykomunizmu, tyle że rzadko tym jadem plują. Szczerze mówiąc, wolę jaskiniowych antykomunistów niż udających liberalnych dżentelmenów.
Wróćmy do naszego ugoru. W sprawie, o której poniżej, zaprawione cynizmem kłamstwo goni kłamstwo. Pierwsze to zaplanowane i uporczywe lansowanie tezy, że zarówno w latach wojny, jak tuż po niej „siły patriotyczne w Polsce walczyły o niepodległość kraju przeciwko sowieckim okupantom i ich sługusom”, czyli takim ludziom jak ja. Z pola widzenia znika wojna domowa wraz ze swoimi okrutnymi prawami. Znikają rewolucyjne reformy społeczne lat 1945-1947, a także zamglone brzegi Odry i Nysy. Nie rozwijam tego tematu, ponieważ zawiódłby mnie do bezowocnych sporów z piszącymi na nowo historię Polski. Chcę jedynie wszystkim chłoptasiom, dobrze odżywionym i służącym wiernie reakcji społecznej, powiedzieć, że w 1945 r. i później nie walczyłem o niepodległość kraju, ponieważ byłem jednym z setek tysięcy młodych Polaków, którzy uzyskali szansę na zdobycie wykształcenia. Trzeba było żyć przez pięć lat pod okupacją hitlerowską, żeby zrozumieć, dlaczego moje pokolenie przyjęło rok 1945 jako wyzwolenie, a nie jako nową okupację (a was ścigały cienie szlacheckich powstańców styczniowych, zabijanych przez Kozaków). Nie walczyli o niepodległość wychodzący z czworaków fornale, rzadko który – otumaniony przez reakcję – szedł do lasu i tam ginął bądź stawał się bandytą.
Gdyby zajrzeć do życiorysów ludzi pokroju Zaremby, Michalskiego, Semki i tysięcy innych, to rychło okazałoby się, że rewolucja społeczna, jaka ogarnęła po wojnie Polskę, otworzyła drogę do awansu rodzicom tych orłów pióra, wiodących żywot przeżuwaczy zakłamanych banałów. Będzie ich zawsze moc, bo zawód dziennikarski sprzedajny jest, oczywiście poza wyjątkami, ale tych trzeba już ze świecą szukać. Na marginesie, Monika Olejnik ostrogi dziennikarskie zdobywała w Programie III Polskiego Radia w czasie stanu wojennego.
To jeszcze nie wszystkie kamienie, które trzeba usunąć, aby w najbliższych dziesięcioleciach Polska wyszła na prostą. Każdy, kto uważnie śledzi proces przeciwko „gangsterskiemu gangowi”, zapewne ze zdumieniem odnotowuje, że w komentarzach, wychodzących spod pióra naszych orłów dziennikarskich, z zaskakującą łagodnością szczuje się przeciwko nam jako „sługusom Moskwy”, „zdrajcom świętej polskiej sprawy” albo – jak rozszyfrował skrót PZPR Leszek Moczulski – „płatnym zdrajcom, pachołkom Rosji”. A przecież w latach, które minęły od 1989 r., prawie nie było dnia, by mojej formacji ideowej nie przedstawiano jako zdechłych psów. Łykaliśmy w dużym stopniu bezzasadne obelgi, ponieważ od dyktatu Moskwy nad Polską upłynęło kilka dziesięcioleci. Chyba się nie mylę, stwierdzając, że wypreparowanie „gangsterskiej szajki” z kontekstu ZSRR ma na celu pokazanie Polakom, iż działała ona samodzielnie i jej celem było tylko utrzymanie władzy. Być może położenie nacisku na narodowy charakter „zbrodniczej grupy” zmierzało do mocnego

ugruntowania w świadomości Polaków,


że przez wszystkie lata byli pensjonariuszami peerelowskiego więzienia, którego strażnikami był Bierut, Gomułka, Jaruzelski i co pomniejsze „bolszewickie karły”.
Przedstawienie „gangsterów”, z Wojciechem Jaruzelskim na czele, współgra z tezą, powtarzaną przez niektórych radzieckich marszałków i generałów, a także przez niektórych polityków, że nikt nie zamierzał wkraczać „z bratnią pomocą”. To ciekawe, że polska reakcja z reguły nie wierzy „Sowietom”, ale w tym przypadku wierzy im święcie. To znana i od lat podtrzymywana ich argumentacja. Nieprawdziwa, ponieważ w maju 1981 r. Leonid Breżniew zapewniał Honeckera i Husaka, że mogą spać spokojnie, bo „towarzysz Wiktor Kulikow opracował odpowiednie plany kilku wariantów, które będą realizowane w sytuacji zagrożenia”. Gdybyście panowie, prześladowcy Wojciecha Jaruzelskiego, usłyszeli pouczenia Breżniewa, to ciekawe, jak byście zareagowali. Spokojem? Moje pokolenie, po krótkim zaćmieniu umysłów stalinizmem i faszyzmem, wzięło na swoje barki trud wydobywania kraju z cywilizacyjnego zacofania. W odróżnieniu od ONYCH, czyli cynicznych panów demokratów, których nie martwi ani ubożenie milionów rodaków, ani wzrost nikczemności i zastraszający upadek dobrych obyczajów (spójrzcie na wasz Sejm, na język tam używany, chamski i żałosny), zaprzątnięci są bowiem tworzeniem nowych mitów, zgodnie z zawołaniem faktycznego guru IPN, Jarosława Kaczyńskiego, który powiedział: „nikt za nas historii Polski nie napisze”.
Wracam do mojego pokolenia. Gdy słucham, jak surowo oceniają nas i plują na nas, na nasz dorobek, na nasze życie ci, którzy mienią się gierojami, pusty śmiech mnie ogarnia. Mam za sobą już prawie 82 lata życia. To dużo, znacznie mi bliżej do końca niż do jakiegokolwiek początku. Moje pokolenie przeżyło straszliwą wojnę, lata głodu i chłodu, ja ogromną traumę po gwałtownie przerwanym życiu mego 47-letniego ojca, który zginął od kul komanda SS. A potem były następne lata: brnięcie w gruzach Starego Miasta, czołgi na ulicach Berlina Wschodniego, samosądy w Budapeszcie, upadek praskiej wiosny. Czy to mało, jak na losy i doświadczenie jednego pokolenia? Co wy, którzy z zadowolonymi gębami radośnie plujecie na sybiraka i polskiego żołnierza, który wyzwalał (dosłownie) Polskę z kierunku wschodniego, daliście ojczyźnie? Wolność i niepodległość? Przejrzyjcie na oczy i spróbujcie postawić się w ówczesnej sytuacji. Odpowiedzcie sobie na pytanie, czy rzeczywiście uważacie pokolenie Jaruzelskiego, moje, a także Kwaśniewskiego za durniów żyjących w szklanej kuli, odizolowanych od realnego życia i sytuacji międzynarodowej? To

nas przyjmowali czołowi politycy świata,


prowadząc z nami poważny dialog o wspólnej odpowiedzialności za pokój w Europie i bezpieczeństwo naszego kontynentu. A co się tyczy rządzenia Polską przez prawicę, to doradzam skromność. Jaruzelskiego nie trzeba pouczać, co to jest patriotyzm. Jego hartowała syberyjska tajga, a nie uniwersyteckie aule. A już kwestionowanie tego, że działał w imię elementarnych interesów Polski, uważam za szczyt bezczelności.
Polska prawica pracowicie wspina się na szczyty głupoty. Przez 40 lat cała Europa pogrążała się w zimnej wojnie, gdy strach przed wykorzystaniem przez ZSRR w polityce międzynarodowej (bo przecież był potęgą atomową) różnych nacisków paraliżował rządy krajów i ich przywódców, tylko Polacy – jak teraz czytam – śmiało demonstrowali swoje przywiązanie do niezależności, duchowo i politycznie kochali szarpać niedźwiedzia za ogon. Prawicowa opozycja, w której szeregach z zawrotną szybkością rosną dziś antykomuniści (zapewne wielu z nich nawet nie miało w rękach „Manifestu komunistycznego”), bełkocze o wprowadzaniu przez PZPR „komunizmu”. Gdzie? W Polsce, kraju katolickim, gdzie nawet 80% członków partii uważało się za wierzących? Polski „komunizm” odznaczał się także cechą szczególną: utrzymaniem prywatnego gospodarstwa rolnego, z zapisaniem tej własności w konstytucji PRL. Przypomnę, że 82% ziemi ornej znajdowało się w rękach rolników indywidualnych. I na dodatek „komunistyczne” państwo odbudowało kościoły, a „ostatni komunistyczny premier”, czyli ja, w maju 1989 r. wniósł do Sejmu trzy ważne projekty do dziś obowiązujących ustaw, zwiększających przywileje Kościoła rzymskokatolickiego. W takim kraju jacyś jaskiniowi antykomuniści bełkoczą o „komunizmie”, realizowanym przez PZPR w polityce społecznej, wychowaniu etc. Od liberałów ze środowiska „Gazety Wyborczej” poczynając, na czarnej reakcji kończąc, robią z nas komunistycznych twardzieli, wrogów Polski. Nie chcą przyjąć do wiadomości (bo tak im pasuje do ich seansów nienawiści), że

system socjalistyczny ewoluował


i nie można wrzucać do jednego worka czasów wojny domowej, stalinizmu, odwilży, „małej stabilizacji” itd. Oni wszyscy nie mogą nam wybaczyć bezspornego faktu, że miliony obywateli PRL wcale nie uważały, że żyją w ciężkim więzieniu o zaostrzonym rygorze. Nic zatem dziwnego, że fałszerze najnowszej historii Polski zdobyli się na haniebny proces przeciwko gen. Jaruzelskiemu. Jest to desperacka próba ostatecznego zniszczenia zbiorowej pamięci narodu. Nasze protesty przeciwko kolejnemu fałszowaniu faktów kwitują szyderczym uśmiechem dziennikarskich młokosów i, pożal się Boże, posłów i senatorów, mieniących się politykami. Żałosne to grono. Na zakończenie dwie ważne sprawy. Pierwsza dotyczy stanu wojennego. Zarzuca się Jaruzelskiemu, że negocjował z „Solidarnością”, a po cichu od miesięcy przygotowywał się do wprowadzenia stanu wojennego. Nie byłem członkiem Komitetu Obrony Kraju ani nie uczestniczyłem w jego pracach, ale było dla mnie zrozumiałe, że władza, która nie ma w konstytucji zapisanego stanu wyjątkowego, musi zabezpieczyć się przed wydarzeniami, które mogą sprowadzić nieszczęście na naród i państwo. Niektóre skryby ośmielają się nawet zarzucać Generałowi, że prosił Moskwę o pomoc militarną. Ja zaś, z częstotliwości rozmów z radzieckimi jesienią 1981 r., wyniosłem narastający strach przed interwencją. We wrześniu owego roku stałem na balkonie gabinetu Generała i usłyszałem od niego złowieszcze słowa: „Gdy wejdą, to ty, oficer rezerwy, i ja, w służbie czynnej, wiemy, co ze sobą zrobić”. Karmili nas strachem, ponieważ znali pogarszającą się sytuację gospodarczą. Partyjni urzędnicy snuli różne plany. Doradca Breżniewa dzielił się uwagami na temat tego, kiedy wkroczą. Przewidywał trzy, za przeproszeniem, „wejścia”. Na czołowym miejscu stawiał konieczność wkroczenia w przypadku, gdyby władzę w Polsce przejęli socjaldemokraci: Kazimierz Barcikowski, Hieronim Kubiak i ja. Jesienią tego roku ambasador ZSRR w Bonn dzielił się swoimi refleksjami na temat Polski (M.F. Rakowski, „Dzienniki polityczne”, Tom 8, s. 42). Nie były to rozmyślania napawające optymizmem. Nie tylko ja żyłem w obawie o losy kraju. Strach o Polskę dominował wśród milionów ludzi. Późną jesienią byłem już przekonany, że wprowadzenie stanu wojennego będzie konieczne, choć do ostatniej chwili wydawało mi się, że jeszcze można go uniknąć. Były to już pobożne życzenia intelektualisty. 12 grudnia 1981 r. o godzinie 12.30 złożyłem w sekretariacie premiera list, który oddawał mój nastrój: „Rozwój sytuacji politycznej i gospodarczej w Polsce w ostatnich kilkunastu dniach wszedł w nową, krytyczną i bardzo niebezpieczną fazę. Praktycznie rzecz biorąc, istnieją następujące wyjścia z sytuacji, w jakiej się znajdujemy. Pierwsze, to kontynuacja obecnej linii, czyli

milczące przyzwolenie


na stopniowe (i skuteczne) osłabianie władzy. Kontynuowanie obecnej linii musi w efekcie prędzej czy później przynieść kompletny rozkład władzy, manifestacje uliczne, samosądy, terroryzm itd. Kontynuowanie tej linii może doprowadzić do krwawych zdarzeń na ulicach miast, a w efekcie do interwencji zewnętrznej. Drugie wyjście polega na poddaniu się, na podniesieniu rąk. Jest to wyjście (wprawdzie teoretyczne), które spowodowałoby natychmiastową interwencję. Trzecie polega na przejęciu inicjatywy przez Grupę Ocalenia Narodowego. Istotą tej inicjatywy jest przejęcie pełnej władzy przez Ludowe Wojsko Polskie. Obiektywnie oceniając istniejącą sytuację, należy stwierdzić, że jest to jedyne wyjście, jakie nam jeszcze pozostało.
Bierzesz (bierzemy) na siebie straszliwe brzemię odpowiedzialności za los 36 milionów żywych ludzi.
Rozważ to dobrze. To nie jest jedna z tych trudnych, lecz w końcu tuzinkowych decyzji, jakie codziennie podejmujemy. To jest wybór na śmierć i życie. Czy masz (mamy) zupełną pewność, że warto ryzykować wszystko, dosłownie wszystko? Czy przy swojej wrażliwości (także mojej) na napaści i ataki, masz w sobie dość siły, aby znieść tę kampanię plucia, nienawiści i pogardy, jaka na Ciebie (na nas) może spaść? Czy nie lepiej – póki nie jest za późno – podać się do dymisji? Może jest to wyjście? Nie chcę Cię odwodzić od tej dramatycznej decyzji – mam na myśli operację »Z« – bo może historia przypisała Ci ten sam polski wybór, jakiego w swoim czasie musiał dokonać Wielopolski i Piłsudski, ale chodzi mi jedynie o to, żebyś pamiętał, że masz już swą młodość daleko za sobą (podobnie jak ja), że jesteś przede wszystkim człowiekiem, który ma tylko jedno życie, a dopiero później jesteś żołnierzem i politykiem. Nawet przy najsprawniejszym przeprowadzeniu Operacji, możesz stać się na wiele lat przedmiotem oszalałej, polskiej nienawiści, a nie można wykluczyć zamachu terrorystycznego” („Dzienniki polityczne”, Tom 8, s. 133).
W następnych latach kilka razy zaglądałem do tego listu i po mojej głowie błąkało się pytanie: czy nie powinniśmy wówczas podać się do dymisji, przekazać władzy „dobrym towarzyszom”, którzy zrobiliby w kraju porządek, szybko i skutecznie? Nas, być może, by nie rozstrzelali, ale z całą pewnością zostalibyśmy uznani za kontrrewolucjonistów, oportunistów i, co oczywiste, za zdrajców socjalizmu. Niechby tą decyzją dopełnił się nasz straceńczy los. Gdy pod brzemieniem ataków prawicy, jak się okazało chwilowych sojuszników przy Okrągłym Stole, bezradny wobec mnożących się zarzutów o zdradę, wracałem do cytowanego listu, dochodziłem do wniosku, że nie mieliśmy innego wyjścia i tak trzeba było postąpić.
Prawicowi specjaliści od potępiania wyimaginowanego „komunizmu” w Polsce, po 1989 r. doprowadzili do niesłychanego obniżenia wszelkich standardów życia publicznego, do cynicznego, amoralnego wprowadzania na salony polityczne pozbawionych instynktu państwowego karierowiczów spod ciemnej gwiazdy, a także do sponiewierania języka polskiego. Prekursorem tych mechanizmów, a dzisiaj normy, był pegeerowiec Andrzej Lepper. Jego dzieło rozwinął twórczo premier Jarosław Kaczyński. Spróbujcie, drodzy państwo, wziąć do ręki papier i notować na nim wszystkie wulgaryzmy używane przez polityków, a także przykłady ich wzajemnego

obrzucania się obelgami.


Właśnie w świetle schamienia języka publicznego przypatrzmy się słownictwu, jakim wiodące w Polsce partie określają Wojciecha Jaruzelskiego. Zbiera się na torsje.
Wróćmy do prawicowego oglądu ówczesnej rzeczywistości. Parafrazując Jarosława Kaczyńskiego: tam stało ZOMO, a tu my, bohaterowie bez skazy, aniołowie, których hufcom przewodzili archaniołowie. To jest wasz, panowie prawicowcy, obraz Polski przełomu lat 80. Czy narzucenie milionom Polaków takiego podziału wam się uda? A połowa dorosłych Polaków akceptująca z westchnieniem ulgi wprowadzenie stanu wojennego to – za przeproszeniem – pies? Jest to co najmniej wątpliwe. Wy, panowie wyznawcy prawicowego spojrzenia na świat i, co oczywiste, na Polskę, zaprzeczacie, że kierujecie się zemstą. Czyżby? Czy upadlanie Jaruzelskiego jest wymierzaniem sprawiedliwości? Gdyby istniała kara śmierci, to prawdziwy obrońca prawa, dr praw Janusz Kochanowski, posłałby Jaruzelskiego – i zapewne nie tylko jego – na szubienicę. To byłaby ciekawa interpretacja tego pojęcia. Nie wierzę wam, nawet gdybyście przysięgali na wszystkie wasze świętości, w tym na Boga, honor i ojczyznę. Nie sądzę, bym się mylił, uważając, że dyszycie żądzą odwetu. W tym, co wyprawiacie z Generałem, nietrudno dojrzeć przyczyny zemsty – pozbawił was smaku zwycięstwa. W przełomie, jaki dokonał się w 1989 r., nie padł ani jeden strzał, nie powstała ani jedna barykada. Oddaliśmy wam władzę bez protestu. Jacy zatem z was zwycięzcy? Co więcej, gdyby nie pojawił się Michaił Gorbaczow i nowa generacja Rosjan, którymi pogardzacie, to być może nadal żylibyście pod jarzmem „komunizmu”. I dlatego musicie ukarać Jaruzelskiego, by lud zapomniał, że Generał ochronił Polaków przed dramatem narodowym, nie pierwszym w naszej historii. Trzeba go Polakom zohydzić, zrobić z niego gangstera. To się wam nie uda, ale uparcie i zaciekle próbujecie. Generał pozbawił was wieńca laurowego, który – waszym zdaniem – należy się wam jak psu kość. Otóż nie dokonaliście czynów bohaterskich. Mieliście do czynienia z naiwnymi przywódcami, którzy poważnie brali przyjęte przez obie strony zobowiązania i ustalenia przy Okrągłym Stole. Wierzyliśmy wam i za tę naiwność płaci teraz Jaruzelski, jako symbol minionego socjalistycznego ustroju. Nie jest ostatnim, który za nią płaci.
W myśl znanej stalinowskiej zasady, że w miarę upływu czasu walka klasowa zaostrza się, został zidentyfikowany kolejny „wróg klasowy”, który już dziś z furią jest atakowany (a po nim wszak przyjdą następni): to środowisko „Gazety Wyborczej”, Adam Michnik i jego zespół, który omal nie pękł z dumy, gdy „pogrzebał komunizm”. Oni, mimo że uznali, że „komunistów” należy wytrzebić z polskiego krajobrazu jak kuropatwy, od początku byli uważani przez prawicę za mydłków, a mówiąc brutalnie, za agentów komunistycznych. To dziwne, że tacy mądrzy ludzie jak Michnik, Balcerowicz, Wielowieyski

nie przewidzieli,


że polska reakcja nie spocznie, dopóki nie pozbawi wpływów „parszywych liberałów”. Ktoś zapyta, jakie są źródła głupoty polskiej prawicy? Można powiedzieć, że wielorakie, że odwieczne i mimo że nie brakuje w niej ludzi inteligentnych, to w rozumieniu świata są tępi jak sławna w latach 70. żyletka Rawa Lux – z wyglądu robiła dobre wrażenie, ale używanie jej groziło poharataniem twarzy.
Nie kocham liberałów, skupionych w redakcji „GW” i wokół niej. Przyznaję się nawet do pewnej ułomności. Otóż, doceniając ich działalność polityczną, kulturową itp., jednocześnie nie jestem wolny od pewnej złośliwej satysfakcji. Byliśmy przez środowisko „GW” sekowani. Szefowie gazety decydowali, kogo z lewicy można uznać za godnego uwagi, a nawet za pieszczocha. Ja do tej grupy nie należałem, ponieważ koledzy Adama Michnika i jego podwładni tworzyli twardą antykomunistyczną jaczejkę. Taka jest ironia Historii, Matki naszej. Teraz my, „komuniści”, bronimy ich roli przy Okrągłym Stole.
PS Zbyt wiele miejsca zajęłaby polemika z poglądami marszałka Senatu, Bogdana Borusewicza, bo jego tekst w „Gazecie Wyborczej” ocieka żółcią i nienawiścią, bo traktuje on Jaruzelskiego jak kłamcę, niedojrzałego polityka. Jeśli jednak pisze, że PRL była dyktaturą i przypisuje ją Jaruzelskiemu, to jest to kolejna manipulacja historią. Jeśli chce zobaczyć prawdziwą dyktaturę, niech pojedzie do Chile. Tam, na jednym cmentarzu, na wielkiej tablicy widnieje 3 tys. nazwisk ofiar Pinocheta. A to jeszcze nie wszyscy. Borusewicz pisze, że to, co różni dyktaturę Jaruzelskiego od Pinocheta, to jedynie liczba ofiar. Czyżby? To może niech pojedzie do Nikaragui i przyjrzy się gorejącym wulkanom, do których Somoza wrzucał swoich wrogów. Żyje pan, panie marszałku, w świecie iluzji. Zresztą nie tylko pan.

« powrót

Szanowny panie Rakowski,
przede wszystkim chce podziekowac panu za prowadzenie "Polityki".
Zeby to robic w panski sposob w tamtym czasie trzeba bylo miec bardzo duzo odwagi i inteligencji.
Czego "demokratycznej opozycji" brak. Ale im nie brakowalo pieniedzy i poparcia z Zachodu.
Kanclerz Kohl wspominal ze przekazywal im pieniadze przez wywiad niemiecki.
Mozliwe ze stad mamy umowe "O Dobrosasiedzkich Stosunakach" czy kontroli Niemcow nad NBP.

Bez panskiej "Polityki" nie bylo by KOR, S i zmian.
Choc z drugiej strony jak patrze na nich i ich motto "Zrec i Srac" to pytam sie po cholere pan to robil ?

W dwoch rzeczach nie zgadzam sie z panem.
Po pierwsze, na gnojenie gen. Jaruzelskiego zgodzil sie Kwasniewski i jego ministranci
Po drugie, uwazam ze Guciu Balcerowicz nie jest czlowiekiem madrym. Chinczycy i Gruzini stwierdzili to wczesnej, dziekujac mu b. szybko za "wspolprace". A prof. Kolodko pokazal to jeszcze dobitniej jako MF. Obecnie, w mniejszym stopniu mgr. Skrzypek tez to pokazuje. Nie mowiac o tym ze dzisiaj to wszystko co on gledzil to mozna w buty wsadzic.

Problemem "opozycji demokratyczenj" tzn. ludzi z KOR i S jest to ze sa za glupi by cos zrobic w rzeczywistosci ktora nas otacza. Dlatego, by odwrocic uwage ze np. z obiecanych przez KOR autostrad po 19 latach sa nici, robi sie igrzyska.

Tym co KOR i S wypisywala w swoich gazetkach to wstyd dupe sobie dzisiaj podetrzec by jej nie urazic. Takie to gowno jest.
Andrzej2008
Sposób w jaki doszlo do zmiany systemu w PÜolsce nie pasuje do obrazu/wyobrazen jakie Zachód ma o Polsce ! I jest to jedyny powód dla którego sciga sie rezyserów tego przedsiewziecia. Polska stala sie dopiero teraz pelnym beneficjentem wygranej wojny. Takie miasta jak Wroclaw,Sczecin i Gdansk naleza do Polski + 300 km wybrzeza. Wielu to nie pasuje - z tego tez powodu tandeciarze z Axel Springer Verlag i inni beda obrzydzac historie. A ze inni biora to za dobra monete i przylaczaja sie do tej karawany jako tzw. "nützliche Idioten" - pozyteczni idioci jest przykrym dodatkiem do demokracji ! Pajac i bufon Borusewicz moze nadawac klamliwe gadki o Generale a Polacy i tak beda bardziej wspominac smiejacych sie zolnierzy którzy grzali rece przy ogniskach na rogatkach np. Poznania !
Tandeciarze nie moga sobie dawac orderów "Za zdobycie szafy Lesiaka" czy innych i nie moga opowiadac pierdól o walkach przy forsowaniu Walu Miedzeszynskiego á la Ignacy Rzecki... To boli - wiecej niz pala ZOMO-wca której i tak nie uswiadczyli bo w ogrzanych celach sluchali mendzenia Geremka. W niem. TV mozna bylo te ferajne zobaczyc - nie ogoleni i we flanelowych koszulach "cierpieli". Nie spiewali bynajmniej przy tym "Patrz Kosciuszko na nas z nieba jak w krwi wrogów brodzic bedziem" bo palili "Sporty" przemycane przez spowiednika...
Pozdrawiam Autora - dziekujac za artykule np. w "Dzis" !
murator
Dobrze, że próbuje się Pan rozliczyć ze sobą.Nie zapominajmy jednak, że to Pan byłeś demokratycznym skrzydłem w partii.Pan ponosi odpowiedzialność za jej rozmiękczanie i za wyprowadzenie sztandaru.I nie da się tego pokryć intencją ludzkiej twarzy dyktatury proletariatu.Pan byłeś prekursorem solidarnych zmian i obecnego bałaganu.Jeżeli dopuściliście do zdrady lewicowych ideałów,to obecnie nadchodzi czas rozliczeń i zapłaty,o ironio z prawicowej strony, której niefrasobliwie, by nie powiedzieć zdradziecko oddawaliście władzę.Mam nieodparte wrażenie,że wam nie tyle chodziło o lewicowe idee ile o własny ciepły kącik i sute zastawione korytko.Zagubiliście się drodzy panowie.Nikt nie nawołuje byście się krwawo rozliczyli z opozycją.Nie wykorzystano jednak stanu wojennego, by skutecznie sparaliżować złowieszczą dla Polski ideę destrukcji i wasalizacji na nowym kierunku.Oczekiwania te bardzo boleśnie weryfikuje nadchodząca nieuchronnie bessa z Zachodu.Być może mieliście w intencjach wizje szklanych domów, z których pozostały kupy szklanego gruzu.Nie wywłaszcza się własnego narodu z jego elementarnych praw.Wy, panowie doktorzy, winniście wiedzieć jak nikt inny, jaką cenę musiała zapłacić lewica,za uzyskanie i przekazanie władzy w wasze ręce.I dzięki waszym nierozumnym i nieszczęśliwym decyzjom lewica nadal płaci potworne rachunki.A wszystko to wskutek tego, że zbyt często za ludowe pieniążki oglądaliście zachodnie witryny sklepowe,co spaczyło wam obiektywny obraz świata.Chcieliście zapewne raju dla Ojczyzny, a wpakowaliście ją w prawicowe piekło.Pogratulować.Niewątpliwie nieprędko następne pokolenia naprawią wasze błędy i odbudują dokonane potworne zniszczenia z powodu Waszej naiwności.Nie kieruję się w przedstawionych ocenach polityczną nienawiścią czy chęcią zemsty.Jest mi jednie bardzo smutno, że po lewej stronie mieliśmy, mimo wszystko, tak miernych przywódców.
Lizak
Panie Premierze,

cóż można dodać do tego co Pan z goryczą napisał. Jak się ma 21 postulatów Gdańskich do dzisiejszej orgii nienawiśći. Myślę, że chrakter polskich nienawistników ukształtowały tysiącletnia nauka kościoła, który jest obecnie największym beneficjentem przemian ustrojowych. Gdyby hierarchia kościelna powiedziała dosyć tych prześladowań, to całe napięcie spoleczne by wygasło, a ludzie zajeli by się społecznie użyteczną pracą. Dodam, że gdyby nie ten ogień nienawiśći i zawiśći szerzący się w kościele, to ta religia nigdy by nie osiągneła takiego znaczenia politycznego. Z mojej obserwacji sceny politycznej i panujących na niej obyczajów wynika, że kolejne ekipy polityczne sprawujące władzę robią to na co im kościół pozwala, a kościołowi taktycznie zależy na tym żeby władza była słaba i niesamodzielna, bo wóczas zwiększają się wpływy tegoż kościoła.
Jeżeli przyjrzeć się procesowi przeciwko W. Jaruzelskiemu i innym okiem prawnika, to widać, że autorzy (czytaj Jarosław Kaczyński) tego pomysłu nie tylko wstydu i honoru nie mają, ale, zupełnie serio można ich (za całokształt poczynań) uznać za niezrównoważonych psychicznie.
Łączę się z Panem w bólu, ale trzeba szczerze wyznać, że zbyt idealistycznie potraktowaliście to, pobudzane religią (czytaj nienawiścią) towarzystwo.
Sprawi mi chamską satysfakcję, jeżeli po przeczytanym tekscie Pańskiego artykółu poznają swoją rzeczywistą miarę.
Rosa91b
Bardzo się cieszę, że zabrał Pan głos w sprawie bulwersującej wielu ludzi, pamiętających czasy, w których gen. Jaruzelski pełnił wysokie i odpowiedzialne funkcje. Bardzo brakuje takich szczerych i mądrych wypowiedzi ludzi bliskich generałowi z racji pełnionych funkcji, lub służby w LWP. Nie rozumiem tego milczenia i braku krytycznych głosów jego towarzyszów broni. Rozumiem, że to dziś starzy ludzie, ale chciałabym ich usłyszeć.
Ja długo za stan wojenny miałam ogromne pretensje do WJ, jednak im dłużej żyję i obserwuję nasze polityczne życie, tym większy mój podziw i szacunek dla człowieka, któremu teraz, w ramach zemsty za własne niedostatki wytacza się proces równie haniebny, co groteskowy.
ANCA-NELA
Uff nareszcie !! nie bede wyglaszal zbednych pochwal bo sa niepotrzebne; tylko jedna uwage:" do wszystkich pseudo-dziennikarzy piszacych wiadomosci - z dupy wzietych -" czytajcie i uczcie sie jak wyglada prawdziwy artykul w gazecie. Korepetycjie u Pana Rakowskiego by sie wam przydaly. A teraz dziekuje za ten artykul i razem z Panem, Panie Premierze wspolczuje Adamowi M. bo rzeczywiscie on bedzie nastepny.

Pozdrowienia z Paderbornu
wiesio
Zgadzam się z oceną Lizaka. Lewica miała miernych przywódców. Bo sam Pan, Panie Premierze napisał: 'a „ostatni komunistyczny premier”, czyli ja, w maju 1989 r. wniósł do Sejmu trzy ważne projekty do dziś obowiązujących ustaw, zwiększających przywileje Kościoła rzymskokatolickiego.'
Na co Pan liczył! Czy nie nauczano Pana, że ta Instytucja się nie zmienia? Że ona nie potrzebuje żadnych kompów, aby podjąć najlepszą dla siebie decyzję, bo ma całą masę precedensów historycznych, które pracowici zakonnicy odnajdą z szybkością dźwięku? Że zapewnienia jednostek, a nawet całych episkopatów nic nie znaczą, bo hierarchiczna struktura KK i tak sprawi, że się ich zdanie nie będzie liczyć? A co znaczyły te ustawy mogłem się przekonać już w tym 89 r. na cmentarzu katolickim, podczas pogrzebu niekatolickiego.
Ciśnie mi sie do głowy cytat: "Miałeś chamie złoty róg". Przykre to, ale prawdziwe.
A gdzie są pozostali obrońcy Generała? Czyżby lewicowy patriotyzm miał tak kruche podstawy? Tu powinien być krzyk prawdziwej solidarności ludzi uczciwych, solidarności z katowanym Człowiekiem.
Jak zobaczyłem 13 grudnia na zdjęciu pod domem Gen. Jaruzelskiego Prezydenta Łodzi Kropiwnickiego, to choć jestem pacyfistą i nigdy nie należałem do żadnej partii, scyzoryk mi się sam otwierał w kieszeni.
Dlatego, Panie Premierze, chętnie usłyszałbym od Pana szersze omówienie tego tematu. Czy to była naiwność? Czy lekceważenie przeciwnika, pycha wasza sprawiła takie posunięcia? Czy może faktycznie chcieliści za wszelka cenę utrzymać włądzę?
zw14
Panie Rakowski ,

Po latach robi Pan z siebie bohatera . Manipuluje Pan faktami i emocjami . Przezylem ten czas tak jak Pan . Nic nie zmieni faktu , iz byliscie sowieckimi kolaborantami , a patriotow gnoiliscie w wiezieniach . Mozna pisac duzo , ale tylko tyle wystarczy . Slabosc odnowy moralnej narodu polega na tym , iz przez tyle lat nikt was moralnie nierozliczyl Desowietyzacja Polski powinna nastapic tuz po 1989 roku .
chevymorgan

Panie chevymorgan.

Gdyby panscy patrioci po wojne doszli do wladzy to nastepne 6 000 000 z nas zaliczylo by glebe. Najlepszym przykladem jest Rzez Warszawy w 1944 r.
A odbudowa kraju i stolicy trwala by do dzisiaj.

To ze 80% z Polakow mowiloby na gowno papu i podpisywaloby sie bogobojnie trzema krzyzykami to pewne.
Epidemia gruzlicy i syfu istnialaby obok takich orlow jak Walesa, Balcerowicz, Tusk, Kaczor czy reszta tych nawiedzony z KOR i S

W latach 80tych byl czas na zmiany ale to co zrobil KOR, S, Krk i SLD to wola o pomste do nieba
Andrzej2008
Szanowny Panie Redaktorze.
Niezmiernie się cieszę z Pańskiego powrotu do zdrowia. Pański głos w obronie historii podtrzymał moją wiarę w to iż są ludzie wierzący i realizujący ideały lewicy. Potrafiący w imię tych ideałów powiedzieć rzeczowe stop oszołomom którzy nadali sobie tyle orderów za walkę z komuną że nie potrafią ich unieść i kłamstwami i obelgami budują swoje życiorysy. Żal że wśród młodych brak /a może ich tylko nie widać/ ludzi wierzących, głoszących i realizujących ideały lewicy. Ideały które nic nie straciły na aktualności. Serdecznie dziękuję za Pański artykuł, z całego serca życzę dużo, dużo zdrowia i proszę o jeszcze, może się zbudzą.
Adam11
To dobrze, że zabrał Pan głos wobec tej haniebnej kampanii zmierzającej do publicznego, sądowego linczu (jakkolwiek nie brzmiałoby to paradoksalnie, to tak rzeczywiście jest) na Wojciechu Jaruzelskim. Szkoda tylko, że – ukazując się w speryferyzowanym tygodniku - głos ten będzie słabo słyszalny dla polskiego społeczeństwa. Jest to jednak wynikiem identycznej polityki, jaką przez cały okres PRL prowadziła pańska formacja ideowa. Formułując zarzuty wobec obecnych władców RP, dotyczące zagłuszania i marginalizowania swoich przeciwników, warto nie gubić z pamięci tego faktu. Można tylko mieć nadzieję, że błąd ten zemści się na nich podobnie jak zemścił się na „pezetpeerii”; deptani i przemilczani staną się mitem, który kiedyś nieoczekiwanie odrodzi się.
Zgadzając się generalnie z Pańską linia rozumowania i argumentowania mam jednak kilka „szczegółowych” wątpliwości czy raczej pytań, na które chciałbym poznać pańską odpowiedź, gdyż samemu trudno mi znaleźć jakieś racjonalne wytłumaczenie.
Pisze Pan, otóż, że w świadomości Polaków wcale nie istniało przekonanie, że są oni „pensjonariuszami peerelowskiego więzienia, którego strażnikami byli Bierut, Gomułka, Jaruzelski”.
Myślę, Panie Premierze, że jest to kwestia dość złożona i nie można potraktować jej jednym zdaniem. Ja sam, co prawda, nie miałem nigdy problemów z otrzymaniem paszportu, znam jednak wielu ludzi, którym (z niezrozumiałych przyczyn) odmawiano tego dokumentu. Czemu to właściwie służyło? I co takiego by się stało, gdyby (przynajmniej po roku 1970) wszyscy Polacy mieli paszporty w szufladzie? Niech Pan odpowie szczerze, jak Pan myśli: czy w PRL nie byliśmy jednak trochę „więźniami własnej ojczyzny”?
Pytam nieco retorycznie, bo widzę, że kwestia „reżimowości” PRL nie daje Panu jednak spokoju, a - być może - jest to nawet pewien pański kompleks, gdyż do problemu tego wraca Pan kilkakrotnie w swoim, krótkim przecież, tekście. Pisze Pan np. „miliony obywateli PRL wcale nie uważały, że żyją w ciężkim więzieniu o zaostrzonym rygorze”.
I znów jest to z grubsza prawda, niemniej są różne „ale”. Czy nie wydaje się Panu, że stopień ingerencyjności władzy PRL w życie obywatela był jednak niekiedy podobny do obiektu, w którym „pensjonariuszy” można kontrolować przez judasza przez całą dobę i w dowolnym momencie interweniować? Czy pamięta Pan o tym, że w PRL nie klient (jak głosiły tabliczki w sklepach) a milicjant miał zawsze rację? Że na wydrukowanie klepsydry trzeba było mieć pieczątkę z cenzury (zresztą na zrobienie pieczątki z imieniem i nazwiskiem także), a na wydanie tomiku ckliwych wierszyków – rekomendację pionu kultury i propagandy PZPR.
Czy nie napawało Pan nigdy niesmakiem to, że „demokracja ludowa” (w odróżnieniu od zwykłej demokracji) polegała na tym, że nawet w partii rządzącej nie było żadnej konkurencyjności tylko miejsca „mandatowe” i „niemandatowe”, zaś „proponowany skład egzekutywy”, która była wybierana „demokratycznie”, odczytywał nowy sekretarz z kartki?
I wreszcie co do sedna sprawy: stan wojenny – uważam – był smutną koniecznością i to bez względu na to czy „ruskie” stali na granicy czy nie. Nie było innej możliwości przerwania tego absurdalnego, z punktu widzenia logiki, spektaklu, w którym obie strony były zakładnikami okoliczności (chętnie rozwinąłbym ten temat w oddzielnej wypowiedzi). Czy jednak niezbędna była ta cała groteskowa „oprawa” stanu wojennego, ta operetkowa i bardzo kosztowna „zabawa w Indian” – czołgi i koksowniki na ulicach, szlabany na rogatkach, pieczątki na korespondencji przypominające komunikaty (prewiereno, min niet :), straszenie w słuchawkach telefonów „rozmowa kontrolowana” itd. itp. Jakie efekty, a jakie koszty przyniosła działalność niekompetentnych gospodarczo wojskowych grup operacyjnych i komisarzy?
Wreszcie pytanie zasadnicze: czy „wykonywać” stan wojenny musiało wojsko? Czy nie mogły tego robić oficjalne struktury – rząd i administracja państwowa? Przecież istotą stanu wojennego były jego nadzwyczajne regulacje prawne, a nie anturaż!
Moim zdaniem to właśnie ten „anturaż” jest dziś pretekstem do formułowania absurdalnych i zarazem straszliwych oskarżeń pod adresem Wojciecha Jaruzelskiego i całej formacji. Przepisy stanu wyjątkowego mogą być wprowadzone nawet ze względu na powódź, co w niedalekiej przeszłości miało miejsce w kilku regionach kraju, ale o czym po kilku zaledwie latach nikt nie pamięta. Podobnie (z zachowaniem proporcji) mogło być ze stanem wojennym; zrealizowany przez rząd i korpus urzędniczy (ewentualnie z uczestnictwem "asystentów” wojskowych w urzędach i instytucjach) wywarłby ten sam skutek (nie wiem nawet czy mundury i tankietki nie prowokowały do większego „oporu”), a nie dał pretekstu do wymyślania generałowi od dyktatorów, morderców itp.
Być może uzna to Pan za „mądrość post factum”, ale ja akurat już w roku 1981 uważałem, że stan wojenny powinien być realizowany pod cywilną kontrolą konstytucyjnych władz i że ta cała parada wojskowa to w istocie cyrk straceńców, który kiedyś „wyjdzie bokiem”. Niestety, wychodzi na to, że wykrakałem.

Jan Matacz
Jan Matacz
Matacz- przecież był pron, nie matacz więcej...
przeglądacz
Panie Premierze! To znakomity przegląd zaistniałych sytuacji. Zdrowia!
przeglądacz
Tyle slow o cudzej nienawisci a tymczasem caly wywiad jest az przesiakniety zolcia i inwektywami.
Przypomina tyrade zgorzknialego staruszka, ktory nie potrafi w zaden sposob zdobyc sie na jakakolwiek krytyczna ocene wlasnej osoby i swojej roli w sprawowaniu wladzy w PRL.
Ten brak samokrytycyzmu i dystansu pozbawia M Rakowskiego calkowicie wiarygodnosci.
Wydaje sie przeciwnym biegunem "prawicowych oszolomow" jedynie z lewa.
Robi sie juz powoli meczace przyjmowanie roli obroncow proletariatu przez ludzi, ktorzy nigdy tego proletariatu o prawo do wladzy nie pytali i z "robotnikiem" mieli tyle wspolnego co rzadowa Czajka z wiejskim rowerem.
Fakt jest faktem bez Sowietow nikt by Pana Panie Mieczyslawie nie wybral na premiera...i jest Pan przegranym wraz z jeneralem i trzeba przyjac swoja porazke po mesku.
Nie byl Pan JEDYNA ALTERNATYWA ani jeneral - kazdy ponosi odpowiedzialnosc za wybory - ktore nigdy Panom nie zaszkodzily osobiscie... trudno doszukac sie tu tragizmu.
"Wy" nie mielibyscie litosci - was czeka "kara" siedzenia w willi ze sluzba do konca "waszych" dni - to nie tragizm to farsa.
A. Falicz
Szamowny Panie Premierze, podobnie, jak Pan, w młodości pasałem krówki, gdy skończyła się wojna, miałem 5 lat, potem UPA ćwiczyło na mojej polskiej rodzinie odporność na kopniaki. Przeszedłem w "socjaliźmie", a potem w kapitaliźmie drogę zawodową, której nie muszę się wstydzić. Mnie nikt nigdy nie prześladował. Wychowałem się (jak i całe grono młodych Polaków)na "Polityce" kierowanej przez Pana. Wszystko, co Pan tu napisał, to PRAWDA i ta o Polsce i ta o Generale i ta o patriotyźmie, o haniebnym fałszowaniu historii o haniebnym zawłaszczaniu cudzego dorobku przez malutkich ludzików z "Solidarności". Największą satysfakcję mam jednak z tego, że nazwał Pan po imieniu ,jako szczyle, tych wszystkich Zarembów, Michalskich, Ziemkiewiczów,Semków, a z blogowiczy w "Polityce" też do arcyszczylów zaliczyć należy to chamskie pokolenie faliczów, szestowów, łukaszy., kadettów itd. W mediach króluje chamstwo, podłość podlewana prawicowym sosem nienawiści i kompleksów błazenada, bo się nie załapali do rydwanu dziejów i teraz chcą to nadrobić, pisząc historię na nowo. Ale Panie premierze, te szczyle robią wodę z mózgu tylko głupcom; gorsi są "profesorowie", którzy za garść srebrników sprzedają swoje usługi nowemu panu. Tak było i będzie. Niegdyś szmaty pisywały ody do Stalina, teraz tych szmat mamy bez liku.Naród polski niesłusznie szczyci się tym, że nie było w nim i nie ma sprzedawczyków. Dzisiaj jest ich mnóstwo, całe sfory u Schpringera. Szanowny Panie Mieczysławie, zdrowia i nadal takiej kondycji intelektualnej życzę serdecznie
Z ogromnym szacunkiem, wierny czytelnik dawnej "Polityki"
zal.
dziekuje za swietny tekst, widac dobra stara szkola!
malpa-z-paryza
Panie Premierze,
z bólem skłaniam się jednak do opinii "Lizaka". Nie mam wątpliwości, że stan wojenny był w tamtych czasach jedynym, patriotycznym rozwiązaniem. Szkoda, że kunsztu przeprowadzenia tej operacji nie wykorzystano do oczekiwań społecznych, wyrażających się hasłem: socjalizm - tak, wypaczenia - nie! Takie były lewicowe oczekiwania. Sposób przekazania władzy prawicowym oszołomom był jednak zdradą klasy robotniczej. Układanie się hierarchami kościelnymi było po prostu błędem.
To, co się dzieje obecnie z p. Jaruzelskim jest niestety jedynie przykrym skutkiem tego błędu. Mimo wszystko życzę Mu dużo siły w jego tragicznej sytuacji, bo trudno o jakikolwiek komentarz na to co robią ci ziejący miłością bliźniego prawicowcy.
Nie mam pomysłu na sposób skutecznego przeciwstawienia się poczynaniom tych szalonych "patriotów" wobec gen. Jaruzelskiego.
formiko
" szczyle, tych wszystkich Zarembów, Michalskich, Ziemkiewiczów,Semków, a z blogowiczy w "Polityce" też do arcyszczylów zaliczyć należy to chamskie pokolenie faliczów, szestowów, łukaszy., kadettów itd. W mediach króluje chamstwo, podłość podlewana prawicowym sosem nienawiści i kompleksów błazenada"
Chamy, szczyle, blazenada, szmaty itd.

Tak lewica zwalcza chamstwo i nienawisc w publicznej debacie ...
Gratuluje bylemu premierowi zwolennikow.
A. Falicz
Do falicza: szczylem jest każdy półinteligent, który W.Jaruzelskiego nazywa jenerałem. Z przyjemnosią ci to wypominam, bo ty od dawna używasz tego określenia na blogach "Polityki". Lewica nie zwalcza chamstwa, lewica nazywa je po imieniu. Tym lewica różni się właśnie od szczylów;. Szczyle mogą sobie istnieć do końca świata i dzień dłużej, ale szczyle nie mogą w swojej zarozumiałości infantylnej sądzić, że jak kogoś znieważają w chamski sposób, to na lewicy nie znajdzie się nikt, kto da im za to po mordzie. Ty jesteś sterylnym przykładem takiego właśnie szczyla, bo od dawna wiesz, że jenerał, to Jaruzelski i nic do ciebie nie dociera .Podejscie merytoryczne zostawiłeś na zapiecku twojej nadętej zarozumiałości nabytej przy łapaniu kangurów. i tak już masz,
Z szacunkiem do kangurów, przecież one nie odpowiadają za wszystkich chamów w australijskim buszu. Zwłaszcza tych neofitów z Polski
zal.
Zal.
Rozumiem, ze dzielny glos lewicy musi sie chowac za pseudonimem...ty naprawde nie mozesz sie obyc bez tych szczyli.
Nie rozumiem rowniez twojego "merytorycznego" argumentu o kangurach i neofitach.
Tyle jadu i nienawisci wyluzuj sie - historia wydala juz wyrok na polska "lewice"... ktorej nie ma i nie bylo.
Lewice to powywieszali stalinowcy wraz z jeneralem jeszcze w latach 40-stych.
Pierwsze pacyfikacje autentycznych protestow robotniczych przeprowadzali stalinowcy jenerala a pozniej byla juz tylko dyktatura aparatu poparta pala i gazem lzawiacym.
Niechec do kosciola to troche zamalo na miano LEWICY.
Ktorz inny jak nie Mieciu Rakowski przygotowal Polske do liberalnych rzadow katoprawicy i ktorz inny jak nie jeneral dzis uwaza, ze Solidarnosc mial racje...wiec jak Solidarnosc "miala racje" on jej widocznie nie mial o czym swiadczy wielka popularnosc "lewicy", ktora byc moze nie przekroczy nawet progu wyborczego.
Twoja "lewica" to Piskorski (?) i Rossati, plus Miller i Napieralski.
Rozumiem twoj "gniew" i zal na rzeczywistosc ale co ci zrobily kangury...?
A. Falicz
Hmmm...

Panie Rakowski, ubrał Pan w słowa, wszystko to, co w sercu czułam.

Spieprzajdziady nie spoczną. Na to nie ma co liczyć.
Niedorastanie do pięt Generała im na to nie pozwoli.
Ale to przecież wszystko z miłości tzw. chrzecijańskiej.
Ta małość, złość, nienawiść, ba! nawet brak poczucia humoru.
Wybory...
Tak jak Pana, do pasji doprowadzają mnie "wydumane mądrości" dziennikarzy (teraz to już każdy dziennikarz) o im prawdach przez IPN objawionych.

Tylko że nikt nam nie pomoże.
Nie zawalczy.

Lewicy w tym kraju nie ma.
Jolka Jolka
Jako "młody inteligent" czytywałem "Politykę" pasjami. Jestem , tak jak Rakowski, inteligentem w pierwszym pokoleniu. Otwarcie drogi kształcenia zdolnym dzieciom jakie dokonało się w Polsce Ludowej stanowi NIESAMOWITY kontrast w porównaniu z tym co było wcześniej. Mam porównanie z losem mojego ojca - najzdolniejszego ucznia wiejskiej szkoły w ciągu całego jej istnienia, który jednak nie dostał szansy ukończenia w latach 20-tych więcej niż 5 klas.
Koło roku `78 zacząłem wyraźnie odczuwać dyskomfort istniejącego porządku politycznego, a potem poszdłem z "owczym pędem" Solidarności. W okresie stanu wojennego do Rakowskiego, Urbana, Jaruzelskiego, czułem piekącą nienawiść.
Wstydzę się teraz swojej naiwności. Widzę co warci są (poza nielicznymi wyjątkami w rodzaju Modzelewskiego) ówcześni nasi wodzowie: Pałubicki, Kropiwnicki, Borusewicz, Gwiazda, Rulewski, Romaszewski. I przewartościowuję swój stosunek do Jaruzelskiego, Rakowskiego, czy Kiszczaka.
Wśród większości komentarzy pozytywnych, czy nawet wysoce pozytywnych (do których się przyłączam) są też ataki.
Tym z prawej strony nie odpowiem - nie warto. Broni się sam tekst Rakowskiego. Żale nad niewydawaniem paszportów na stałe i innymi rygorami realnego socjalizmu skwituję przypomnieniem, że toczyła się zimna WOJNA. W końcu kapitalizm ją (narazie) wygrał, ale nie jest to wynik ostateczny. Nie wygrał dlatego, że ma absolutną rację, ale akurat takie jest zawirowanie historii.
Jeśli ktoś reprezentuje pogląd, że kapitalizm i (mocno formalna) demokracja Zachodu jest samym dobrem, a wszelkie formy autorytaryzmu, czy społecznej kontroli nad gospodarką "wcielonym złem" (sam tak przez kilka lat myślałem) - dyskusja z nim do niczego nie doprowadzi.
Krytyki z lewej strony ("dopuściliśie do tego zła, które się stało") nie biorą pod uwagę "ducha czasu".
Był on taki, że w Warszawie nie dało się, 4 czerwca, (znamienna data!) wjechać czołgami na plac Tienanmeń.
Przypominam: do Senatu na 100 miejsc 99 wzięła Solidarność a jedno (późniejszy) kryminalista Stokłosa.
Co mogła zrobić "komuna"? Uległa ludzkiemu złudzeniu, że "jakoś to będzie".
I w zasadzie, nie jest tragicznie! Gdybyż jeszcze nie ta narastająca nienawiść czyniąca życie w Polsce nieznośnym! Czy ją można było przewidzieć?
wj_2000
Och, faliczu, ty nic nie rozumiesz. Ja nie jestem gorącym zwolennikiem lewicy, zawsze byłem zwolennikiem racjonalnego działania i poczucia, że byle dupek z pańskiego domu nie będzie sobie wycierał gęby moim chłopskim pochodzeniem. Jeśli lewica popierała sensowny rozwój, to ja popierałem lewicę, i jeśli M.F.Rakowski wdrażał nowe reguły w gospodarce(Wilczek et consort.), to popierałem Rakowskiego. Nie znoszę tej twojej zwierzęcej nienawiści i pogardy do W.Jaruzelskiego; możesz oczywiście mieć swój pogląd na stan wojenny, na życiorys Jaruzelskiego, ale takie chamskie jeneałowanie nie przystoi nawet twoim kangurom, a co dopiero facetowi obytemu w świecie. Ta nasza diaspora już całkowicie skarlała. Masz dyplomy, wiem, ale wstyd mi za ciebie, że zachowujesz się jak jaskiniowiec od dawien dawna. Ja Jaruzelskiego popieram za stan wojenny. Nie popieram go za zmarnowane lata 1982-89 w gospodarce. Ja byłem wtedy na pierwszej linii w pracy zawodowej i widziałem tych watażków napalonych na używanie latarń. Zapewniam cię, że nie było tak, jak się mówi wśród kangurów. Za komuny świętymi krowami byli robociarze, tzw. "klasa robotnicza". Była to oczywiście zmyłka, ale teraz też jest za dużo tych świętych krów, tych bohaterów, którzy za moje pieniądze z moich podatków uzyskują wysoką stopę zwrotu za styropian. Nie róbcie, panowie falicze mi wody z mózgu, bo ja wiem, jak było, bo pracowałem wśród tysięcy robociarzy i wiem, że 90% chciało godniej zyć, a nie być mierzwą u panów. .Faliczu, twoja okazywana Jaruzelskiemu pogarda ciebie degraduje, z czego ja się oczywiście nie martwię. Takich inteligentów pamiętam z marca 1968, a dzisiaj jest was setki tysiące
zal.
Na wstępie uwaga formalna: szkoda, że komentarze pod tekstem artykułu nie są zorganizowane według reguł "wątkowych", co umożliwiałoby dyskusję pomiędzy poszczególnymi komentatorami bez "uszczęśliwiania" pozostałych uczestników koniecznością przewijania całej "wstęgi" wypowiedzi, niekoniecznie ich interesujących.
Ad. wj_2000
Proszę nie traktować mojej uwagi, dotyczącej paszportów, jako głównego żalu pod adresem władz PRL. Było to tylko najprostsze skojarzenie w stosunku do ironii red. Rakowskiego nt. "pensjonariuszy peerelowskiego więzienia", która - moim zdaniem - nie jest tak stuprocentowo uzasadniona. Powracam do tego tematu dlatego, że trudno mi przyjąć pański argument na rzecz ograniczeń w podróżowaniu w brzmieniu: "toczyła się zimna WOJNA". Proszę wybaczyć, ale jest to tylko hasło, "zaklęcie", które nie oznacza niczego konkretnego, a w każdym razie nie pozwala wywieść żadnych rzeczowych argumentów. Bo jeśli nawet przyjąć, że w latach PRL pomiędzy Wschodem a Zachodem panował jakiś "stan wojenny", to w każdym razie nie powodował on na Zachodzie reglamentowania obywatelom wyjazdów zagranicznych. Co jednocześnie czyni takie ograniczenia po stronie Wschodniej mało obiektywnymi. Mówiąc wprost był to - moim zdaniem - jeden z poważniejszych błędów w polityce społecznej, jakie popełniały przez całe dziesięciolecia władze państw "socjalistycznych".
Tego rodzaju "uwag i zażaleń" w stosunku do polityki wewnętrznej i zagranicznej władz PRL mam, oczywiście, więcej.
Ad. żal
O ile "zmarnowane lata 1982-89 w gospodarce" to temat skomplikowany i niejednoznaczny, o tyle wycofanie się przez gen. Jaruzelskiego z obietnicy przeprowadzenia znaczącej demokratyzacji kraju po stanie wojennym uważam za ewidentny i ciężki cios w podstawy dalszego bytu ustroju PRL, prowadzący do jego gwałtownego załamania w roku 1989.
Według zapewnień gen. Jaruzelskiego z roku 1982 wybory do rad narodowych w 1984 r. miały być "konkurencyjne", co oznaczało, że w ramach mandatowych parytetów partyjnych, ubiegający się o te mandaty kandydaci mieli mieć równe szanse wyboru. Tymczasem, gdy ogłoszono ordynację wyborczą okazało się, że o konkurencyjności nie ma mowy, bowiem nadal będą tzw. miejsca mandatowe i niemandatowe. Nawet w szeregach partyjnych (PZPR)wywołało to ogromny zawód i rozczarowanie. Jestem przekonany, że powodem wycofania się z obietnicy konkurencyjności wyborów do rad narodowych w 1984 r. był strach przed stworzeniem precedensu, bowiem w rok później (1985) miały się odbyć wybory do Sejmu. Obawiano się więc zapewne, że konkurencyjne wybory do rad w 1984 r. wymuszą niejako równie konkurencyjne wybory do Sejmu PRL, co groziło (jak pokazał casus wyborów do Sejmu "kontraktowego") niemal całkowitą porażką wysokich dostojników państwowych i bonzów partyjnych, którzy utraciliby swoje pluszowe fotele w Sejmie, a tym samym pozycje polityczne i synekury. A do tego, oczywiście, władza nie chciała dopuścić za żadne skarby, bo oprócz wszystkich personalnych klęsk oznaczałoby to również załamanie się dotychczasowej praktyki "demokracji ludowej", która funkcjonowała dokładnie tak, jak sugerowała to definicja koniaku czyli "ulubionego napoju klasy robotniczej, pitego ustami jej przedstawicieli" :)
W konsekwencji spowodowało to całkowite załamanie reform demokratycznych i ogólna smutę, nawet wśród ludzi umiarkowanie życzliwych władzom. Nic więc dziwnego, że kiedy w roku 1989 nadarzyła się okazja do wyrażenia swojego niezadowolenia z zatrzymania wszelkiego postępu demokratycznego, społeczeństwo polskie zagłosowało gremialnie na "krowę z pieczątką Wałęsy". Nie tyle na tę "krowę", co na przekór i przeciwko "władzy ludowej", która lud ten olała.
Jan Matacz
Ad. przeglądacz
Nie pleć bzdur, nigdy nie byłem nawet w żadnym budynku ani biurze PRON. "Mataczę" ironicznie, za to Ty chyba bajdurzysz na poważnie ...
Jan Matacz
Panie Premierze!
Dziękuję za ten tekst. To jest tekst dla młodych ludzi, którzy niczego nie pamiętają (i niewiele wiedzą). Dla mnie to przypomnienie FAKTÓW, nie wiemczy ten tekst trafi do wszystkich, krąg czytających PRZEGLĄD nie jest zbyt duży. Podręczniki do Historii będą zawierały inne treści. I tutaj moim zdaniem jest problem. Pozdrawiam Pana i życzę zdrowia i napisania wielu tekstów. Może skorzystają z nich nawet wiodący dziennikarze z tvn. Pan Durczok (niezależny dziennikarz?) prowadząc z Panem rozmowę po faktach nie umiął i nawet nie próbował ukryć swoich poglądów. A prawda jest taka, że teraz dziennikarze kształtują poglądy społeczeństwa a nawet sterują polityką.
ja18
do"Matacza" każdy wypowiada się w sprawach, na których(moim zdaniem) się choć trochę zna. Ja wiem, że lata 1982-89 były zmarnowane dla polskiej gospodarki(to trochę taki skrót myślowy, bo to forum, to nie jest miejsce na przydługie rozprawy), natomiast na sprawach, które ty uważasz za koronne,(wybory) się nie znam. Wiem natomiast (jako szary obywatel), że obecne wybory i ich skutki dla kraju i gospodarkki, to jest dopiero heca i prywata (wstyd o tym pisać, jak sprawują się nasi wybrańcy). "Po owocach ich poznacie". Mataczu, powiem może cynicznie: tamci wybrańcy byli znośniejsi, niż obecni. A ordynację zawsze pisze zwycięzca. Ja nie bronię tamtej ordynacji, czy łamania obietnic, ale dziś obietnic nie łamią, a wstyd no to patrzeć. Przynajmniej mi jest wstyd.
zal.
Nie dajmy sobie zrobic wody z mozgow.
Zal.- nie wiem na jakim swiecie zyjesz i nie dziwie sie, ze pan Rakowski pisze o jenerale czlowiek honoru.
Ostatecznie jak kumpel jest to i on automatycznie takim sie staje...
zastanawiam sie gdzie ten honor przejawil sie najbardziej- moze w antysemickich czystkach, ktore kumpel Moczara nasz jeneral przeprowadzal w polskim wojsku.
Dzieki tym i podobnym "honorywym" dzialaniom miedzy innymi wykurzyl Spychalskiego by awansowac.
A moze dzialanie w sowieckiej informacji nazwac mozna honorowym.
Strzelanie do robotnikow Grudnia czy akcja Dunaj...
Same honory nic tylko roztkliwiac sie razem z Mieciem nad bohaterami bylych czasow.
Za swoje "bezinteresowne bohaterstwo" dostawali wladze, sklepy za firankami, kupony na auta, wakacje w Soczi i tym podobne "bohaterskie i honorowe "wyrzeczenia"...
A. Falicz

Czy Falicz moglby sobie wytrzec buzkie i zmienic koszule ?
Bo chlopczyk sie obrzygal i jak zywkle, Polski Prawdziwy Katolik Patriota nie zauwazyl tego.

Bog (zaplac) Honor (nigdy nie mieli) Ojczyzna (do rozszabrowania)
Andrzej2008
Nie jestem już młodym człowiekiem. Tak jak miliony Polaków rodzaju męskiego odbyłem służbę wojskową w LWP. Ja akurat może nieco dłużej pozostałem w mundurze niżeli inni. Jak w każdym wojsku, tak i w naszym, obowiązywało tzw.szkolenie polityczne, które miało na celu utrwalanie przekonań do partii rządzącej a także naszych "przyjaciół" z którymi pozostawaliśmy w Pakcie Warszawskim.Nauki te traktowałem z przymróżeniem oka bowiem ich treści były często nachalne i naiwne. Musisz być przekonany do słuszności akurat tego, o czym mówią tezy przedzjazdowe partii lub co aktualnie głoszą towarzysze z Moskwy.Często oczywiście przewijało się nazwisko naszego ministra obrony narodowej generała Wojciecha Jaruzelskiego, ale zauważyłem iż przewijało się ono w kontekście łagodnym a może wręcz nie "wzorcowym" jak na owe czasy.Towarzyszami numer jeden , cytowanymi w czasie tych ideologicznych zajęć pozostawali: Gierek,Jaroszewicz i inni członkowie biura politycznego. Generał Jaruzelski, chociaż minister i komunista pozostawał w cieniu tych najbardziej "słusznych". Już wtedy z różnych żródeł znałem rodowód Generała.Wiedziałem, że ma szlacheckie pochodzenie (o czym oficjalnie cisza), wiedziałem że wycierpiał się jako bardzo młody człowiek na Syberii, że zostawił tam na zawsze ojca, a nawet wiedziałem że szkołę kończył u zakonników.Miałem w rodzinie księdza, którego od czasu do czasu odwiedzałem.Podczas długich dyskusji, często politycznych, słyszałem z jego ust słowa szacunku dla mojego ministra.Podziwiał wybitną inteligencje, poprawność językową a także humanitaryzm po odmowie wykonania rozkazu podczas wypadków grudniowych na Wybrzeżu. Pamiętam to do dzisiaj chociaż upłynęło już tyle lat.Ogłoszenie stanu wojennego mój krewny przyjął jako absolutną konieczność znając przecieki wieści o zagrożeniu ze strony ZSRR. Popierał Solidarność i Wałęsę, ale jednocześnie świadom tego, iż całkowity rozkład naszej gospodarki następuje z szybkością postępu geometrycznego wiedział, że innego wyjścia być nie może. Dzisiaj gdy patrzę na tego schorowanego bohatera naszej ojczyzny, który na stojąco mimo 85 lat odpiera zarzuty młodych pseudohistoryków z IPN, tak mnie, jak i milionom Polaków serce się kraje. Zażenowanie zaś jest przeogromne. Jak ja się wstydzę za swój, w gruncie rzeczy, wolny kraj.

Antoni Zarębski, żołnierz zawodowy rez. Siedlce
kooperativ
Szanowny Panie Rakowski, dlaczego nie powie Pan wprost, o co chodzi? Jest Pan z pewnością mądrym człowiekiem, ale dlaczego uważa Pan ludzi za głupich? Nie może Pan bronić Generała nie narażając się nikomu, wie Pan o tym bardzo dobrze. Cóż więc jest to za bronienie? Rządzenie nie polega na tym co Pan tu sugeruje. Czy nie czas już nazwać układy i układziki po imieniu? Napisał Pan bardzo dużo o niczym, chyba,że między linijkami zawarte są te wszystkie informacje konieczne do pełnego zrozumienia tekstu. Nie każdy jednak pracował z Panem i nie każdy więc może domyślić się tego, co Pan tam ukrył. Generał Jaruzelski jest porządnym człowiekiem, lecz nie jedynie z tych powodów, jakie Pan wymienia. Spodziewa się Pan,że naród będzie mądry, gdy się go karmi przemilczeniami i półsłówkami? Uważa Pan,że Lepper to prostak. Rozumie się więc samo przez się,że Pan prostakiem nie jest. Co z czym Pan porównuje,że na to Panu wychodzi? Wie Pan dobrze, jakie zagrywki stosowano wobec Leppera. Jak wyglądał by Pan, gdyby zastosowano je wobec Pana? Czy może miał Pan dość wpływów i władzy, że ich wobec Pana nie zastosowano? I to miałaby być ta Pan wyższość nad Lepperem? W sumie widać wyraźnie,że chce się Pan utrzymać nad powierzchnią i że wiedział Pan jak to zrobić,żeby to Michnik był ewentualnie następnym, a nie Pan. Uważa Pan,że można Panu gratulować? A czego?
roza munda
A ja ten tekst przesłałam swoim synom do przeczytania. Generała Jaruzelskiego zaś wskazuję jako przykład człowieka honoru. Stawia się na każde wezwanie sądu, nie robi uników, bierze całą odpowiedzialność na swoje barki. Ciekawe kto by tak potrafił.
A'propos szczylów dziennikarzy i niekoniecznie dziennikarzy. Widziałam takiego jednego w programie "Teraz my" jak rozliczał gen. Mirosława Hermaszewskiego, że firmował WRON - to było żenujące. Ten ton, pytania - jak prokurator.Ohyda
seahorse2
Trudno mi ocenic na ile zagrozenie interwencja radziecka bylo powazne.
Gen. Jaruzelski kojarzy mi sie z wydarzeniami przed stocznia w Gdyni w 1970 gdzie wojsko otworzylo ogien z broni maszynowej do bezbronnych stoczniowcow idacych do pracy. Zamordowano kilkadziesiat osob. Dowodca wojska polskiego byl w tym czasie ge. Jaruzelski. Czy to tez obawa przed interwencja radziecka i patriotyzm?
nick 99
poza wyjątkami- cha cha cha!
już po jego śmierci
często myślę, że szkoda z wami gadać
przeglądacz