Dlaczego Polska, tylko Polska?
Dlaczego wiwisekcji okupacyjnego antysemityzmu dokonuje się tylko na Polsce? Nie słyszałem o Grossie rumuńskim, francuskim, ukraińskim ani wielu innych narodów europejskich
Eugeniusz Guz
W „Przeglądzie” (20.01) przedstawiona została rzetelna diagnoza antysemickiej choroby w polskiej społeczności na tle kolejnej książki Jana Tomasza Grossa. Jak najbardziej słusznie obszerny tekst redakcyjny ukazuje głębokie pokłady polskiego antysemityzmu. Czy wolno nam jednak, jak to znów czynią wszystkie mass media (podobnie było z Jedwabnem), całkowicie pomijać przysłowiową drugą, ale tę lepszą stronę medalu? Bez mała rok toczyła się burzliwa dyskusja wokół hasła Jedwabne. Debata obrosła setkami artykułów i wypowiedzi prasowo-radiowo-telewizyjnych, książkami, filmem, zaangażowała najwyższe autorytety państwa i Kościoła. Teraz od kilkunastu już dni temat znów nie schodzi z tzw. łamów, i to mimo że „w przeciwieństwie do »Sąsiadów« »Strach« nie wnosi żadnych nowych faktów”. Gross już zapowiada, że na „Strachu” nie poprzestanie: „Tak mi się wydaje, że czas zrobić kolejny krok. Używając języka ministra Ziobry, trzeba wbić gwóźdź do trumny polskiego antysemityzmu” (rozmowa z „Gazetą Wyborczą” 17.01.br.). Dlaczego tylko Polska bije się w piersi, i to tak głośno, że głośniej chyba nie sposób? Nie słyszałem o Grossie rumuńskim, francuskim, ukraińskim ani wielu innych narodów europejskich. Czy kraje te dyskwalifikują się moralnie, Polskę zaś wynosi to na wyżyny? Chyba nie tylko ja bardzo w to wątpię. Dlaczego wiwisekcji okupacyjnego antysemityzmu dokonuje się tylko na Polsce? Żaden inny kraj nie przerwał milczenia, chociażby jednozdaniowym przepraszam. A przecież dźwiga się tam nieporównanie większy ciężar winy. W innych krajach okupowanych bądź satelickich takich przypadków jak

Jedwabne było multum,

i to w warunkach okupacyjnych wręcz komfortowych w porównaniu z polskimi. Swoje Jedwabne mieli także Anglicy i Amerykanie poprzez zbrodnię zaniechania. Jeżeli ktoś biernie przypatruje się zbrodni, nie podejmując nawet próby przeciwdziałania złu, i to bez ryzyka dla zdrowia czy życia, staje się pośrednio współuczestnikiem. Na Zachodzie doskonale przecież wiedziano, że bezczynnością prowadzi się Żydów do obozów koncentracyjnych. Czy ktokolwiek z alianckich decydentów za to po wojnie przepraszał? Za przypadkami mordowania Żydów, autorstwa kilkunastu czy kilkudziesięciu troglodytów, nie stała żadna władza polska, nawet gminna. Autentyczny był natomiast bezpośredni czy pośredni współudział w Holokauście społeczności, jednostek zbrojnych i policyjnych satelickich władz centralnych państw okupowanych czy powiązanych z Rzeszą. Oto przykłady. Po Polsce i ZSRR najwięcej Żydów europejskich zamieszkiwało Rumunię. W następstwie licznych pogromów, z rąk rumuńskich zginęło wówczas szacunkowo 150 tys. Żydów. Czy poza grupą historyków – specjalistów od Holokaustu ktoś na świecie, z Knesetem włącznie, kojarzy dziś Rumunów z krwawym antysemityzmem? W mordowaniu Żydów Niemcy wyręczali się również Ukraińcami czy Węgrami, wykorzystując policję i jednostki zbrojne krajów satelickich. Nie spotykali się tam ze sprzeciwem. Z rąk ukraińskich padło wiele tysięcy żydowskich ofiar. Węgry pierwszą antyżydowską ustawę ogłosiły już 24 maja 1938 r. Następnie publikowały dalsze, ograniczające działalność gospodarczą czy publiczną. Na początku 1944 r. na Węgrzech żyło jeszcze 750 tys. Żydów. Mimo coraz bardziej komplikujących się dla Niemców warunków wojennych, a nawet pewności ich ostatecznej przegranej, Eichmann potrafił w ciągu zaledwie kilku miesięcy przetransportować do obozów blisko pół miliona ofiar tylko dzięki sprawnej i ochoczej pomocy samych Węgrów. Czy ktokolwiek słyszał po wojnie o zagranicznych nastrojach antywęgierskich w kontekście Holokaustu? Zanim 19 marca 1944 r. wkroczył na Węgry Wehrmacht, z rąk węgierskich zginęło ponad 60 tys. Żydów. Gehennę przeżywali Żydzi w sprzymierzonej z Niemcami Słowacji. Dziesiątki tysięcy deportowanych stamtąd Żydów trafiło do obozów zagłady. Większość Żydów w Chorwacji

padła ofiarą bestialstwa

Ustaszów. Bułgaria nie została ukarana przez Berlin, mimo że nie przyłączyła się do Holokaustu. W krajach nadbałtyckich jednostki policyjne bądź wojskowe uczestniczyły, u boku Niemców lub samodzielnie, w zagładzie Żydów. Jeszcze zimą 1945 r., kiedy agonia III Rzeszy była oczywista, litewscy ochotnicy Waffen SS spychają do lodowatej wody Bałtyku w miejscowości Palomnicken w Prusach Wschodnich 5 tys. Żydów. Jeden z łotewskich świadków powiada: „Dużo mówi się tutaj dzisiaj o okresie stalinowskim, kiedy deportowano wielu Łotyszów. O okresie jednak, w którym Łotysze niszczyli Żydów, nie mówi nikt. Na pomnikach ofiar zaś czytamy jedynie, że zamordowano obywateli radzieckich. Nigdzie nie piszą, że byli to Żydzi”. Polska policja w GG także nie była całkowicie bezczynna wobec Żydów, lecz w stopniu nieporównywalnie mniejszym i nie w tak zorganizowanej postaci jak w przypadku sojuszników i satelitów Rzeszy. Do martyrologii Żydów można było przykładać rękę różnie. Czy w statystyce oświęcimskiej nie miał udziału np. policjant francuski, który Żyda doprowadzał na miejsce zbiórki do obozu koncentracyjnego? Według „Der Spiegel” (nr 49/2000) „w niemieckich obozach zagłady zginęło ponad 77 tys. francuskich Żydów”. W Holandii, gdzie bez nacisku Niemców 9 lutego 1941 r. urządzono Żydom własną noc kryształową, ukrywało się ok. 160 tys. Żydów, w tym 25 tys. zbiegłych z Rzeszy. Przy walnej pomocy Holendrów do obozów deportowano ok. 100 tys. Holenderski historyk Nanda van der Zee cytuje wypowiedź Eichmanna: „Przyjemnie było patrzeć, jak sprawnie odprawiano w Holandii transporty z Żydami”. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” podsumował 14.10.1999 r. tę kolaborację następująco: „Więcej Holendrów, bo prawie 30 tys., zgłosiło się ochotniczo do Waffen SS, niż uczestniczyło aktywnie w ruchu oporu. Jedna trzecia ukrywających się tam Żydów zdradzona została przez Holendrów za judaszowe 7,50 guldenów od łebka. Tych zaś, którym udało się po wojnie wrócić do Holandii, powitano tam niesłychanie podle i równie nędzne przyznano im odszkodowania”. Litera „J” w dokumentach Żydów nie była pomysłem hitlerowców. Kiedy na skutek pogromów zapoczątkowanych nocą kryształową Żydzi zaczęli tłumniej ratować się emigracją z Niemiec, Szwecja wspólnie ze Szwajcarią nakłoniły Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy, by paszporty znakować literą „J”. Miało to ułatwić blokowanie Żydom wjazdu, a także wykluczyć udzielanie wiz. Amerykański historyk Paul Levin w pracy doktorskiej „From Indifference to Activism, Swedish Diplomacy and The Holocaust 1938-1944” udowadnia, że szwedzkie MSZ już jesienią 1941 r. doskonale orientowało się w rozmiarach

i rodzaju prześladowań

Żydów. Jakie wyciągało z tego wnioski? Pod datą 18.12.1942 r. Joseph Goebbels zanotował w intymnym dzienniku: „Zarówno w serwisach informacyjnych wroga, jak również państw neutralnych, problem żydowski odgrywa nadzwyczajną rolę. Szwedzi oburzają się obłudnie na traktowanie przez nas polskich Żydów. W żadnym wypadku jednak nie chcą ich przyjąć do siebie. Miarodajne gazety sztokholmskie już na samą myśl wciśnięcia Szwedom Żydów z warszawskiego getta bronią się z naciskiem”. Jak zauważył w rozmowie z „Der Spiegel” (3/1997) przewodniczący Jewish Agency, Abraham Burg, „Szwajcaria zawracała na granicy żydowskich emigrantów podczas II wojny światowej i na rzecz nazistów spełniała usługi paserskie”. W szwajcarskich archiwach znaleziono blisko 25 tys. nazwisk ludzi odprawionych z granicy. W obciążaniu szwajcarskiego konta niektórzy historycy idą jeszcze dalej. Niezależna komisja ekspertów powołana przez rząd szwajcarski dopiero w 1966 r. doszła do wniosku, że „Szwajcaria mogła uratować tysiące osób od ludobójstwa”. Tymczasem w 1942 r. granicę całkowicie zamknęła, zdając sobie sprawę, że wyłapani Żydzi trafią do obozu koncentracyjnego. Szwajcarski pisarz Jean Ziegler wyraził w marcu 1999 r. w wywiadzie dla holenderskiego dziennika „Haagsche Courant” opinię, że gdyby nie współpraca banków szwajcarskich z III Rzeszą, wojna skończyłaby się dwa lata wcześniej. Jeżeli nawet źdźbło prawdy tkwi w tym twierdzeniu, także banki mają na sumieniu poległych i zadręczonych w obozach. Za żydowskie kosztowności i złoto, które banki szwajcarskie chętnie zamieniały hitlerowcom na dewizy, Rzesza następnie kupowała w Szwecji rudę żelaza, w Szwajcarii masło i maszyny, na Węgrzech zboże, olej roślinny i aluminium („Der Spiegel”, 37/1999). Odwołajmy się raz jeszcze do „Der Spiegel”, tym razem nr 46/1999. „Dyskusja ostatnich lat tycząca zwrotu żydowskiego mienia dostarczyła dowodów współdziałania innych z Niemcami w tym względzie. Obywatele i instytucje wielu państw europejskiego kontynentu czerpali z prześladowania Żydów korzyści. W Warszawie, Amsterdamie czy w Paryżu żydowskie mieszkania, sklepy i małe przedsiębiorstwa, obrazy, biżuteria, antyki stawały się za niemieckiej okupacji często własnością miejscowej ludności. Tylko z tego właśnie powodu np. Republika Czeska trzyma pod kluczem dokumentację aryzacji. Francuscy policjanci zarówno w okupowanej Francji, jak i w części nieokupowanej spędzali na miejsce zbiórki przeznaczonych na śmierć Żydów. Holenderscy biurokraci dostarczali okupantom dane osobowe tyczące wyznania mieszkańców. Łotewskie bądź ukraińskie oddziały pomocnicze tworzyły plutony egzekucyjne oraz werbowały do nich wziętych do niewoli czerwonoarmistów. Deportacji 440 tys. węgierskich Żydów Eichmann dokonał rękoma zaledwie 60 niemieckich współpracowników w ciągu trzech miesięcy, tylko dzięki pomocy bardzo zainteresowanej tym miejscowej żandarmerii węgierskiej”. O bierność oskarża się także Międzynarodowy Czerwony Krzyż. Poza szwajcarskim historykiem Jeanem-Claude’em Falezem zarzuty formułuje Żyd Arieh Ben-Tov, urodzony w Polsce (rodziców stracił w Oświęcimiu). Utrzymuje on, że istniała szansa ratowania przez MCK chociaż części przewidzianych do Oświęcimia Żydów węgierskich. Centrala MCK hamowała jednak swych przedstawicieli w Budapeszcie, chcących nawiązać kontakt z hitlerowcami. Jak ocenić odmowę przyjmowania żydowskich uchodźców przez Anglików i Amerykanów, zamykania im drogi nawet do Palestyny? Wiedziano przecież doskonale, co czeka odtrącanych. Już jesienią 1939 r. USA zaczęły spuszczać szlabany graniczne, przekreślając tym samym

największą szansę ratowania

europejskich Żydów. Zaledwie 10% kwot imigracyjnych przypadło tam na Żydów, gdy jednocześnie wpuszczano wielokrotnie więcej Irlandczyków, Brytyjczyków, którym przecież nic nie zagrażało. Programowa niechęć przyjmowania prześladowanych była tu ewidentna. Niemcy kilkakrotnie dawali do zrozumienia, że są gotowi sondować możliwości wymiany Żydów na złoto, dolary bądź wehrmachtowców wziętych do niewoli czy szpiegów. Pytanie, czy dałoby się ubić interes, nie ma sensu. Liczy się niechęć Zachodu do podjęcia takiej próby, bo tak naprawdę nie chciano Żydom pomóc. Aliantom wygodnie było udawać, że w potworne wieści nie bardzo wierzą. Zwalniało ich to z moralnego obowiązku spieszenia z pomocą. Aliantów i międzynarodową opinię publiczną alarmował o Holokauście przede wszystkim polski rząd emigracyjny i polskie podziemie, a nie inne kraje. Tak więc to przede wszystkim dzięki Polakom zbrodnie hitlerowców stały się głośne. Kiedy w styczniu 1942 r. doszło w Londynie do spotkania przedstawicieli dziewięciu rządów emigracyjnych ze środkowo-wschodniej i zachodniej Europy, podpisano rezolucję generalnie potępiającą terror hitlerowców. Zignorowano w niej jednak prośbę organizacji żydowskich, by dodatkowo wzmiankować w tekście o Holokauście. Co więcej, Wielka Brytania, USA i ZSRR zdecydowały się złożyć podpis pod tym tekstem tylko w charakterze obserwatorów. Rząd brytyjski nie nalegał na kraje neutralne, takie jak Szwajcaria czy Szwecja, by udzielały wiz wjazdowych prześladowanym Żydom bądź fałszywymi paszportami stwarzały im szanse przeżycia. „Brytyjscy politycy wręcz obawiali się, że naziści i ich satelici mogą zezwolić na wyjazd większej liczby Żydów” (David S. Wyman). Niechętnie reagowano na pomysł zrzucania ulotek podczas nalotów na Niemcy z tekstem o Holokauście. Nic nie wyszło także z wniosków, by za kontynuowanie zagłady Żydów grozić intensyfikacją bombardowań miast Rzeszy. Dystans alianckich decydentów do Holokaustu przyjmował niekiedy formy wręcz niewyobrażalne, lecz instrukcjom służbowym należało być posłusznym. Niemiecki teolog, Paul Tillich, na emigracji w USA, chciał 19 listopada 1942 r. ostrzec przez radio naród niemiecki, by nie współdziałał w prześladowaniu Żydów, bo zwycięzcy będą w prawie postąpić z Niemcami podobnie. Cenzorzy Office of War Information w Nowym Jorku zablokowali jednak emisję audycji. Także w serwisach niemieckich BBC zgodnie z odgórnymi zaleceniami unikano tematyki żydowskiej. BBC bardzo powściągliwie wykorzystywała w swych serwisach informacje o golgocie Żydów na wschodzie. Tymczasem badania nasłuchów wykazywały, że BBC miała w Niemczech wielu słuchaczy. W wyliczaniu znacznie większych niż polskie grzechów nie sposób pominąć społeczności żydowskiej, żyjącej przed i po wybuchu wojny poza zasięgiem Eichmannów, korzystającej z wolności i dobrobytu. Potężna liczebnością i bogactwem, nie podjęła żadnej głośnej próby wyciągnięcia ziomków z hitlerowskich kleszczy. Czy w jakimkolwiek innym okupowanym bądź satelickim kraju ruch oporu, jak w Polsce, wydawał wyroki śmierci na denuncjujących Żydów bądź szmalcowników? Żegota istniała tylko w okupowanej Polsce, mimo że reżim był w tym kraju najsurowszy. Liczbę uratowanych Żydów szacuje się na 100 tys. Na Zachodzie nie było po wojnie śladu oburzenia czy debaty nad nikczemną postawą aliantów wobec eksterminacji Żydów. A przecież nie było tam presji okupanta ani kary śmierci. Dzisiaj na plac niemieckiej hańby w kontekście Holokaustu wprowadza się dodatkowo tylko Polaków. Jest ku temu najmniej powodów, bo spośród okupowanych i wolnych krajów Europy zachowali się jako naród najgodniej, i to w warunkach najtrudniejszych.

Polacy słusznie przepraszają

za Jedwabne, lecz dlaczego w całkowitym osamotnieniu? Agnieszka Arnold w rozmowie z „Przeglądem” wyznaje m.in.: „Budzi wielką nadzieję fakt, że Polacy są jedynym społeczeństwem na świecie, które od lat konsekwentnie rozlicza się ze swoich stosunków z Żydami”. Tylko kto za granicą o tym wie, poza wąską elitą historyków, i to nawet nie z każdego kraju europejskiego, nie mówiąc już o świecie. Nie oczekuję nagrody, lecz dlaczego nas się za to jeszcze karze, bo karą jest przecież coraz bardziej za granicą upowszechniana opinia o Polsce jako pierwszym pomocniku Trzeciej Rzeszy w Holokauście. Nie bardzo wiem, jak pozbyć się tej kwadratury koła. Może ktoś potrafi, zechce podpowiedzieć bardziej sensowny sposób rozliczania nas z antysemityzmu. Skandalicznym paradoksem jest bowiem, że akurat kraj, który ze wszystkich uczestników wojny poniósł największe straty materialne i ludzkie, który pierwszy przeciwstawił się zbrojnie Hitlerowi, gdzie nie było władzy kolaborującej z Hitlerem, który po ZSRR, USA i Anglii rzucił do walki największą siłę bojową, który ma najwięcej wyróżnień Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, którego wina za okupacyjny antysemityzm jest mikroskopijna w porównaniu z pozostałymi krajami – akurat ten kraj przedstawiany jest medialnie za granicą w coraz bliższym

sąsiedztwie nazistowskiego

Holokaustu. Trend ten nolens volens wspiera aktywność Grossa, który zresztą w rozmowie z „Wprost” (20.01) podpowiada, jak czytać jego książki – Gross (rocznik 1947) wie, że „w Polsce po wojnie dość powszechne było powiedzonko, że Hitlerowi należy się pomnik za to, że Żydów w Polsce już nie ma i nie będzie. Starsi to pamiętają... Hitler był traktowany jak śmiertelny wróg i nikt go oczywiście nie popierał. Ale było powszechne przekonanie, że Żydów trzeba się pozbyć. Dlatego w pierwszych latach po wojnie Polacy dokończyli czystkę etniczną zapoczątkowaną przez Hitlera”. Czy można sobie wyobrazić bliższe sąsiedztwo z Trzecią Rzeszą? Po książce Grossa w prasie izraelskiej znalazło się stwierdzenie, że „Żaden Żyd nie powinien pozostawać w Polsce, matce wszystkich antysemickich krajów”. W prasie niemieckiej (inną nie dysponuję) znajduję w najbardziej wpływowym dzienniku, „Frankfurter Allgemeine Zeitung (16 .01), następujące echo kolejnej książki Grossa w kłamliwym tytule: „Ubolewanie nigdy nie miało miejsca”. A przecież w istnej powodzi medialnych tekstów było i chyba jest więcej słów samokrytycznych niż krytycznych, nie wspominając już o słowach przeprosin z ust samego prezydenta RP. Wizerunek Polski i tylko Polski nabiera w omawianym kontekście za granicą coraz czarniejszych barw. Prof. Jerzy Eisler, historyk IPN, w rozmowie z „Angorą” powiedział m.in.: „Antysemityzm ciągle się u nas tli. Nie tylko wśród zwykłych ludzi, lecz także w sporej grupie przedstawicieli Kościoła i części politycznych elit. Z antysemickich dowcipów nadal śmiejemy się w fabrykach, na uczelniach i w Sejmie”. W którym kraju się nie tli, panie profesorze? W niejednym tli się bardziej niż u nas. Problem stary jak świat. Z „Rzeczpospolitej” dowiaduję się (autor Piotr Semka), że „wszak podobny do wypadków kieleckich pogrom miał miejsce w lipcu 1946 r. w Bratysławie”. W przeciwieństwie do międzynarodowego rozgłosu kieleckiego o słowackiej zbrodni rzadko kto na świecie słyszał. Żadna książka w Polsce, od literatury dziecięcej począwszy, na pozycjach naukowych skończywszy, nie doczekała się takiej reklamy jak „Sąsiedzi”, a teraz „Strach”. Może jednak odrobinę ciszej nad tą trumną. Bijemy się przecież w piersi z nawiązką. Dostrzegam jeszcze jedną rzecz – nazwijmy ją tylko umownie „okolicznością łagodzącą” – mianowicie to, że w żadnym kraju europejskim mniejszość żydowska nie była tak liczna jak w Polsce. Nawet w hitlerowskich Niemczech było ponad pół miliona Żydów, a w Polsce 3 mln, i to przy dwukrotnie mniejszej liczbie mieszkańców. W latach okupacji doszły do tego wielusettysięczne transporty z całej Europy. Taka sytuacja dodatkowo sprzyja sytuacjom konfliktowym. Sądzę, że książki Grossa wzbudziłyby mniej zastrzeżeń, gdyby autor chociaż w kilkustronicowym posłowiu zechciał uwzględnić wątki w tym artykule omówione. Zagraniczny czytelnik czy nawet recenzent, nie zawsze odnajdujący z łatwością nasz kraj na mapie świata, bez takiego posłowia ma prawo nie być zaskoczony medialnymi zwrotami o „polskich obozach koncentracyjnych”. Skoro Gross tego nie uczynił, powinno go w tym zastąpić wydawnictwo wstępem odredakcyjnym, do czego ma przecież prawo. Byłbym wielce zaskoczony, gdyby Gross się temu sprzeciwił.

Autor jest dziennikarzem, wieloletnim korespondentem w Niemczech
« powrót
Drogi Panie Guz, nie jest trudno odpowiedzieć na Pańskie pytanie: Dlaczego Polska. Po pierwsze, Polska - inaczej niż inne wymieniane przez Pana narody - jeszcze nie dokonała rachunku sumienia. po drugie, w Polsce ciągle jeszcze na antysemityźmie zbija się kapitał polityczny. Nie winię Pana za to, że jak Pan sam pisze, że Pan nie wie, nie słyszał o wielu faktach, powszechnie znanych w świecie - i całkiem odmiennie przedstawianych w Polsce. Jest Pan długo w Niemczech, więc nie mógł Pan nie zauważyć, że obcojęzyczne artkuły prasowe (na aktualne tematy) w trakcie tłumaczenia na język Polski przechodzą dziwne metamorfozy: giną całe akapity, deux ex machina pojawiają się nowe, z liczby 95% robi się 5%. To nie jest sprawa ostatnich kilkunastu lat, nomina sunt odiosa, ale równie dobrze łże nowe ministerstwo prawdy, jak i szacowne tygodniki, a wersje elektroniczne - niech Pan sobie poczyta. Zatem Pan nie wie, i ma Pan prawo nie wiedzieć: ot, niedawno prezydent czy premier Polski odsłonił pomnik niejakiego Ognia. Hm, daję Panu słowo honoru, to był nie tylko AK-wiec, potem UB-owiec (wyrzucowy z UB za zbędne okrucieństwo i za wymuszanie łapówek) - cały czas to był ten sam prymitywny bandzior. Niedawno najwyższe polskie odznaczenie dostał niejaki Łapaszka, chwalony w oficjalnym uzasadnieniu m.w. za to, że w trakcie okupacji (równolegle z SS) zwalczał bandy ukrywające się w lasach. Hm. To, co propaguje dzisiejszy O. Kolbe, dyrektor Rydzyk, wzorem poprzednika, u nas nazywa się duchem tolerancji i katolickim humanizmem. Hm. W muzeum drugiego powstania warszawskiego Pan się nie dowie, że liczne oddziały AK jakoś nie miały serca do walki z Niemcami, ale chętnie polowały na Zydów. Jeszcze żyją żołnierze ŻOB, Czwartaków (te, obok Szarych Szeregów faktycznie walczyły) - niech Pan zapyta, jak to było na prawdę, może odpowiedzą Panu? W muzeum w Nowym Yorku była (a może jeszcze jest?) mapa zatytułowana: 1000 Jedwabnych. Przynajmnie 200 nazw na niej. Może to jest w Internecie ? Moim zdaniem zanim się coś napisze, dobrze jest spróbować pozyskać wszechstronne informacje. Szkoda czasu i talentu na pisanie jednostronnych materiałów, w których główny argument brzmi: nic o tym nie czytałem, nic o tym nie słyszałem ...
Monty65

Z tego, co napisal Pan Guz, przeczytalem zaledwie 1/4.
Ja jestem juz starym i zmeczonym czlowiekiem i staram sie nie marnotrawic mojego czasu.
Pan Guz podejmuje probe relatywizacji Jedwabnego. A wlasciwie "Jedwabnego".

Natomiast komentarz Monty65 przeczytalem w calosci.
I warto bylo to przeczytac.
Serdeczne pozdrowienia - krysz
krysz
A ja myślę, że trzeba przeczytać to ,co napisał Monty, ale i to, co napisał pan Guz...
Są dwie prawdy; każda dotyczy czego innego.
Antysemityzm w Polsce nie jest mitem; jest prawdą i trzeba z nim walczyć i go wyplenić, bo to wstyd. Na nic zdadzą się piruety KK, który jest "wynalazcą" antysemityzmu od zawsze w całej Europie i w świecie. Polacy muszą to sobie uświadomić. Relatywizm nie jest wzorcową metodą poznawczą.
Ale prawdą jest również to, co podaje red. Guz; przedstawianie obecnie Polaków i tylko Polaków, jako superspecjalistów antysemityzmu na tle niewinnej Europy i świata jest nieuczciwe, bo jest tendencyjne. Nie umniejsza to winy Polaków i Polacy nie mają prawa wołać:"u was też biją murzynów", ale moralizowanie ze strony Niemców, czy Żydów, którzy w obronie swoich rodaków nie kiwnęli palcem, jest niemoralne. Myślę, że książka Grossa zrobiła (już robi) dobrą robotę; pozwoli Polakom zmierzyć się z pozostałością antysemityzmu, ale pozbawi też złudzeń naiwności wiary w wyłączność przesłanek szlachetnych ze strony drugiej.
zal.
Ja tak z pozycji kibica.
Wydaje mi się, że obie strony mają rację, ale ta druga strona ma jej tak jakby mniej. Na pewno zaś o wiele mniejszej wagi. rzecz bowiem w tym, iż nasze polskie sprawy są ważne tylko dla nas, Polaków, natomiast dla innych narodów znacznie więcej znaczenia miałoby wyciągnięcie na światło dzienne tego, co skrupulatnie kryją, czyli właśnie tego, o czym pisze p. Guz. Niestety bowiem, pisze prawdę.
Przecież nie usprawiedliwia i nie usuwa w cień Jedwabnego, chcąc go zastąpić zbrodniczą bezczelnością innych narodów, nie dla naszej polskiej świadomości. P. Guz chce jedynie, by prawda o rzeczywistej skali winy za Holokaust została w świecie określona jasno i sprawiedliwie.
Błędem jest więc przekonanie, że wobec jednej prawdy nie ma miejsca na drugą. Obie są prawdami.
I obie powinny być tak samo powszechnie znane, jak znana jest bzdura o "polskich obozach".
2.02.08 - ABC
bezan
W USA w zasadzie powszechne jest już przekonanie o "polskich obozach smierci" a Polacy kojarzeni z nazistami i antysemityzmem w Europie. Takie opinie są coraz bardziej powszechne nie tylko w prasie amerykańskiej ale też np. izraelskiej (wybrałem tylko z I polowy 2006):

"Boston Globe", maj 2006
Słynna lista Schindlera zawiera rozkaz transportu ponad tysiąca Żydów z polskich obozów śmierci do fabryki prowadzonej przez odważnego niemieckiego biznesmena Oskara Schindlera.

"Der Spiegel", marzec 2006
Aleksander Dolezalk, który w Poznaniu oraz w Łodzi spieniężył ubrania i inne wartościowe przedmioty pochodzące z polskich obozów zagłady.

"Süddeutsche Zeitung", styczeń 2006
W polskim obozie Chełmno już pod koniec 1941 roku rozpoczęto masowe mordy.

"Haaretz", czerwiec 2005
Był on nazistowskim strażnikiem w polskim obozie zagłady w Treblince nadzorującym wymordowanie tysięcy Żydów (o Ukraińcu Johnie Demjanjuku)

"Jyllands-Posten", styczeń 2005
Trzej amerykańscy rabini protestują przeciwko założeniu kościoła w budynku byłej komendantury polskiego obozu koncentracyjnego Birkenau

a to są tylko wybrane przypadki z paru miesięcy 2006!

Raczej nie jest to igoracja ale celowa zmasowana kampania zniesławiania Polski, w co właśnie świetnie się wpisuje Gross i Gazeta Wyborcza. Kilka lat temu Gross twierdził jakoby "nazisci" czyli wg niego Polacy wymordowali wszystkich 1600 jedwabieńskich Żydów w stodole. Po tym jak ekshumacja w ramach śledztwa ujawniła rozbieżności stanu faktycznego z odkryciami Grossa natychmiast ją przerwano.(ciekawe na czyje poleceni...) Kłamca jednak w nowej książce dalej podtrzymuje słowa o 1600 żydowskich ofiar w Jedwabnem z rąk POLSKICH pomijając drobny fakt dzialania w tym czasie i na tym terenie zbrojnych formacji niemieckich, czyli w obecnej poprawnej politycznie nowomowie "nazistowskich". Wątpie czy angielskojęzyczny (a wersję polską Strachu pozbawiono najbardziej kąśliwych stwierdzeń i krzywdzących uogólnień!) czytelnik twórczości grossa wnikał będzie w takie niuanse. A ty Polski czytelniku "GW" czytaj dalej z o poslkich zbrodniach na bezbronnych Żydach, dzielnych Ukraińcach-wojakach UPA , wygnanych Niemcach. Obudzisz się dopiero jak oni wszyscy wystawią TOBIE wreszcie rachunek za to.
ktos tam

Głęboki wymiar pamięci



Z prof. LEONEM KIERESEM, prezesem Instytutu Pamięci Narodowej, rozmawiają AGNIESZKA SABOR i ks. ADAM BONIECKI


Fragment.

"? Pozostaje kwestia udziału Polaków w zbrodni...
? Udział Polaków jest niewątpliwy. Ja bym chciał, żeby tam nie było moich rodaków, ale nie mogę zaprzeczyć faktom."

Calosc.

http://www.tygodnik.com.pl/jedwabne/sabor-boniecki.html
krysz
Szanowny Panie Redaktorze!
Dziękuję Panu za ten artykuł. Wprawdzie to cząstka tego, co o zjawisku antysemityzmu w Europie na przestrzeni historii i tej starszej i tej najnowszej warto wiedzieć, ale zawsze coś innego od kłamliwego przypisywania nam Polakom a właściwie już naszym przodkom monopolu na antysemityzm. I to mimo tego, że Żydzi niegdyś właśnie do Polski średniowiecznej uciekali przed zbrodniczymi prześladowaniami, których doznawali w zachodniej Europie. Tu znajdowali możliwość normalnego życia. A teraz my Polacy, już nie tylko nasi przodkowie ale Polacy obecnie żyjący, stajemy się chłopcem do bicia za wszystkie zbrodnie popełnione na Żydach podczas holokaustu oraz zbrodnie popełnione po holokauście już nie tylko przez Polaków.
Publikacje prof. Grossa rozmijają się z prawdą historyczną mimo tego, że wiele faktów w nich opisanych polega na prawdzie, chociaż miejscami podkoloryzowanej, ponieważ fakty te zostały zgromadzone wybiórczo, dla potwierdzenia z góry założonej tezy: Polak = antysemita. Prof. Gross opisuje morderstwa popełniane przez niektórych Polaków na Żydach po wyzwoleniu, tak jakby ówczesna Polska była krajem, w którym zapewnione było wszystkim, poza Żydami, bezpieczeństwo, jakby w tym strasznym czasie nie toczyła się wojna domowa, w której ginęli też Polacy (w znacznie większej liczbie niż Żydzi) i mieszkańcy Polski innych narodowości. Prof. Gross przytacza głosy oburzenia na to, że masowe groby zamordowanych w obozach koncentracyjnych Żydów nie były chronione przed działalnością hien cmentarnych. Prof. Gross w tych czasach jeszcze nie wyszedł z pieluch, więc może nie pamiętać, że ówczesne służby porządkowe tworzącego się państwa polskiego nie były w stanie zapewnić normalnego bezpieczeństwa osobistego i majątkowego żywym.
To nieprawda, jak pisze Monty65, że „Polska - inaczej niż inne wymieniane przez Pana narody – jeszcze nie dokonała rachunku sumienia”. Rachunek sumienia Polaków rozpoczął się już w czasie okupacji, gdy Polska podziemna wydawała i wykonywała wyroki na szmalcowników i innych zdrajców (tak właśnie szmalcownicy za zdrajców byli traktowani!). Później, już po okupacji hitlerowskiej, w przypadkach pochwycenia morderców Żydów byli oni skazywani przez polskie sądy. Mordercy Żydów z Jedwabnego i Kielc byli osądzeni i skazani. Sądzeni i skazani byli też inni mordercy Żydów, jeżeli zostali pojmani. Pisała o tych procesach prasa i informowało polskie radio. W prasie powojennej było wiele publikacji na temat antysemityzmu jako zjawiska szkodliwego skłaniającego do zbrodni.
Natomiast prawdą jest, że w Polsce powojennej politycy będący u władzy zbijali kapitał polityczny na antysemityzmie, jak to ujmuje Monty65. Pierwszy przypadek to rok 1968, gdy kierownictwo PZPR, tracąc poparcie społeczne, rozpętało pod hasłem walki ze syjonizmem, nagonkę na Żydów i Polaków żydowskiego pochodzenia, o którym niektórzy z nich dowiedzieli się od władz. Tym idiotycznym posunięciem, którego celem było instrumentalne rozpalenie niemal wygaszonego już wśród Polaków antysemityzmu, aby przywrócić poparcie władzy, wyrządzono ogromną krzywdę tym wszystkim, których zmuszono do opuszczenia Kraju oraz wielką szkodę Polsce, pozbawiając ja wielu cennych specjalistów nie wspominając o odrodzeniu się w Świecie opinii o Polsce jako o kraju antysemickim. Drugi to wspomniane przez Montyego65 wystawienie pomnika Ogniowi, bandycie, który mordował Żydów ocalonych z holokaustu ale nie tylko. Polacy też padali ofiarą jego bandy. Protestowały słusznie nie tylko organizacje żydowskie ale także mieszkająca w rejonie działania bandy Ognia ludność słowacka, która też doznawała jej zbrodniczej działalności.
Po tendencyjnych publikacjach prof. Grossa w Polsce znów rozbudził się demon antysemityzmu. Czy o to mu chodziło?
W portalu internetowym POLITYKI jest zamieszony wywiad red. Szostkiewicza z prof. Grossem wraz z fragmentem STRACHU oraz liczne wypowiedzi czytelników. Również w tym portalu na blogu red. Szostkiewicza po jego felietonie Pt. ANTYSEMITYZM W MODERNIZACJI na temat antysemityzmu wypowiada się wielu blogowiczów.
Są tam niestety niemądre nacjonalistyczne i antysemickie wypowiedzi ale też bicie się w piersi za winy niepopełnione i nieuprawnione przyznawanie racji tym, którzy obwiniają Polaków o wysysanie tego uprzedzenia z mlekiem matki. Są też wypowiedzi wyważone i oceniające problem realnie, podobnie jak w tym artykule, który komentujemy.
Sądzę, że czytelnicy PRZEGLĄDU, którzy interesują się skutkami szkodliwej dla nas Polaków publicystyki prof. Grossa powinni się z tymi tekstami zapoznać.
Podzielam w znacznym stopniu poglądy wyrażone wyżej przez bezana i ktosia tam oraz po części przez Montego65.
florek
Pan red. Guz poruszył niezmiernie ciekawy temat niedorzeczności twierdzeń Grossa wobec oczywistych faktów historycznych. Nie dał jednak odpowiedzi na pytanie DLACZEGO doszło do tej już drugiej kampanii Grossa, mającej na celu wywołanie w Polakach poczucia winy za to, czemu nie są winni. Pozwolę sobie udzielić odpowiedzi na to pytanie. Otóż Niemiecka Republika Federalna już dawno temu podejmowała kroki dla zrzucenia z siebie brzemienia holokaustu. Miały temu służyć ogromne reperacje wojenne wypłacane Państwu Izrael przez kilkadziesiąt lat oraz szereg innych mniej jawnych działań. Rozpowszechnainiu oskarżeń jakoby to właśnie Polacy są za mordowanie Żydów sprzyjało usytuowanie NRF i Izraela w jednym bloku przeciwko ZSRR i ich sojusznikom we Wschodniej Europie i Bliskim Wschodzie, a więc i przeciw Polsce. Cele Niemiec przy zawarciu tego kompromisu są aż nazbyt jasne: my wam pieniądze, wy nam święty spokój. Mechanizmy tego porozumienia i skutki jakie płynęły zeń dla zachowania dobrego imienia Polski opisał dokładnie już w końcu lat 60tych gen.Tadeusz Walichnowski w książce "Izrael a NRF".

Cele Niemiec wyjaśniłem wyżej , ale jaki interes w tym całkowitym zniesławieniu Polski mają Żydzi? Powiedzmy sobie otwarcie, chodzi im dokładnie o to samo o co chodziło im niegdyś wobec NRF(RFN). Skoro Polska jest winna holokaustowi , skoro jest też paserem żydowskiego mienia, to właśnie przyszedł czas płacenia rachunku. Obecnie Żydzi w Izraelu, Ameryce i wszelkiej maści organizacje żydowskie przystąpiły do dyskontowania skutków porozumienia niemiecko-izraeslkiego, jakie przyniosło ono Polakom, do dyskontowania polskiej odpowiedzialności za holokaust. Dlatego właśnie pojawił się w Polsce Jan Tomasz Gross, któremu swoich łam nieprzypadkiem udzieliła GW. Polska, mówi Gross, musi sobie zdać sprawę ze swojej strasznej winy i pokajać się, przeprosić. Winny musi przede wszystkim uświadomoć sobie swoją winę, oto cel książek Grossa. Wiadomo też, że nie ma winy bez kary i bez odszkodowań. Należy się spodziewać, że Polska zostanie potraktowana w podobny sposób co szwajcarskie banki. Tym bardziej że znajdują się w niej nie jakieś wirtualne konta ale np. dziesiątki tysięcy namacalnych nieruchomości albo przynajmniej grunty pod nimi warte, jak w Warszawie, krocie. Jeżeli wobec Szwajcarii uznano, że wszytskie konta osob zaginionych w latach 40 to konta Żydów ofiar holokaustu, których spadkobieracmi są... dzisiejsze organizacje żydowskie i ich prawnicy (na honoraria amerykańskich prawników poszło ok. 1/3 odszkodowań ze szwajc. banków) , to śmiem twierdzić że polskie i światowe organizacje żydowskie oraz państwo Izrael upomną się w końcu o ten majątek w Polsce i inne wymierne korzyści. Oczywiście jeżeli ten czarny scenariusz sie spełni, to pojawi się też możliwość zaspokojenia roszczeń niemieckich "wypędzonych" przedstawianych obecnie jako ofiary II wojny św.
ktos tam
ktosiu, rzuć okiem dalej wstecz i trochę w przyszłość.Niemcom szykuje się druga Republika Weimarska; obecnie wiele rodzin (mówią,że 1/3)jest zadłużona w sposób taki,że są one niewypłacalne.Ruszyło tam też na większą skalę dożywianie dzieci i to nie z rodzin patologicznych,ale "normalnych", ponieważ coraz więcej ludzi nie jest w stanie utrzymać się za pensję otrzymywaną za całoetatową pracę (są osoby zarabiające np. w usługach-fryzjerstwo- 3,62 euro za godzinę a pracują po 40 godzin tygodniowo).Dlaczego tak się dzieje widać gołym okiem,choć tzw. rozum wielu ludzi nie dopuszcza tego faktu do świadomości.Partie rządzące nie zgadzają się na uchwalenie ustawy o minimalnych zarobkach i biernie przyglądają się rozkładowi społecznemu państwa.Z tej perspektywy i PiS wygląda nieźle i Millerowi należy się wdzięczność za dalekowzroczność i choć zostaliśmy de facto pozbawieni ojczyzny to jednak jako naród mamy szansę na przetrwanie. A Niemcom "aż tak dobrze" nie jest. Obecnie Turcja żąda od Niemiec, aby organizowały one u siebie szkoły tureckie,a prezydent Turcji powiedział w wystąpieniu publicznym,że Turcja chętnie dostarczy nauczycieli języka tureckiego z Turcji do Niemiec. Jak widać każdy każdego dziobie jak może,ale my na szczęście mamy już wszystko to za sobą.Nawet jeżeli uda się żydom wymusić na nas wypłatę odszkodowań-czy to o tym mówił Rydzyk?- nie będzie to miało większego znaczenia.Państwo polskie jest bankrutem, obywatele w detalu nie,ale hurtem biedni, a właściwie wszelkie liczące się instytucje i tak od dawna nie są własnością naszego państwa.Więc w sumie będzie to posunięcie wirtualne, ale uderzające w samych żydów w realu. Tak to pies ugryzł sie we własny ogon.
porka mizeria
Ten "bankrut" , porko mizerio, płaci renty i emerytury, utzrymuje władze, wosjko, policję, infrastrukturę i dziesiątki innych służb i trzeba będzie po prostu komuś zabrać by dostać miał kto inny. Ot i kolejna wielka redystrybucja podług kryteriów czysto rasowych i/lub narodowościowych. Dlaczego niby Żydzi bali by się po te złote runo w Polsce sięgnąć, czym ryzykują? W razie czego "sojusznicy" z Nato jeszcze nam przyłożą więcej. Wspólników holokaustu i "wypędzeń" Nato nie obroni! Zwróć uwagę, że nikt nie ośmiela się wysuwać podobnych roszczeń pod adresem Rosji i jej sojuszników(Białoruś). Niestety, obecnie potencjał odstraszający rosyjskch rakiet atomowych, których tak się boi zachód, mamy również przeciwko sobie. Jeśli Rosja znów stanie po naszej stronie, będziemy ocaleni! Nie ma innego ratunku dla Polski jak nowe twórcze spojrzenie na własną politykę zagraniczną.
ktos tam
z rentami itd. zgadza się, na tyle jeszcze nas stać,ale już nie na ochronę zdrowia, edukację i kulturę. Rosja stoi po naszej stronie i dlatego możemy jeszcze co nieco tam sprzedać. Ja chcę przyjaźnić się z każdym,ale "bardziej" wolę przyjaźnić się z Rosjanami-oni są gościnni no i mają słowiańską duszę tak jak my. Poza tym politykę robią politycy, a nie Rosjanie,nie Niemcy i nie Amerykanie- w każdym z tych państw większość jest PRZECIW prowadzonej aktualnie polityce, to znaczy Rosjanie są w tej dobrej sytuacji,że oni rozumieją ważność państwa jako instytucji i popierają politykę Putina nawet za cenę tego,że dopiero może przyszłe pokolenie wyjdzie na prostą. Mam dla Rosjan za to ogromny szacunek,że dobro państwa stawiają nad egoistycznymi korzyściami doraźnymi. U nas stało się tak,że media skłócają społeczeństwo manipulując informacjami i historią. "Kołderkę" mamy małą, ale każdy ciągnie ją do siebie nie patrząc na skutki z tego wynikające dla innych.Media nie działają w interesie Polski, ale my nie mamy szans inaczej się czegokolwiek dowiedzieć i nie możemy bez cenzury porozumiewać się ze sobą.
porka mizeria