Religia i demokracja
Zasada neutralności światopoglądowej państwa została odrzucona jeszcze w czasach, gdy „Solidarność” i jej polityczne elity postanowiły oprzeć swą działalność na społecznej nauce Kościoła
Rozmawia Piotr Szumlewicz

– W ciągu ostatnich kilkunastu lat krzyże pojawiły się w wielu instytucjach publicznych, w tym w parlamencie. Co pani sądzi o obecności w sferze publicznej symboli religijnych? Czy krzyż np. w parlamencie nie oznacza, że demokracja jest zagrożona?
W moim przekonaniu, żyjemy już od dość dawna w państwie fundamentalizmu religijnego. Sejm jest politycznym Kościołem, stopnie z religii są wliczane do średniej, coraz bardziej także zmienia się mentalność Polaków, którzy wierzą – jak ich średniowieczni przodkowie – w moc modlitwy (zeszłoroczne modły parlamentarzystów o deszcz), siłę relikwii (ponoć ktoś sprowadził taką, która leczy z bezpłodności) i ozdrowieńczą moc pielgrzymek. Być może niedługo wiara zastąpi nam medycynę. Zasada neutralności światopoglądowej państwa została odrzucona jeszcze w czasach, gdy „Solidarność” i jej polityczne elity postanowiły oprzeć swą działalność na społecznej nauce Kościoła, co znaczyło tylko jedno: nieograniczone przywileje dla Kościoła. Kiedy kilka miesięcy temu Sejm przyznawał pieniądze na Świątynię Opatrzności, robił to w sposób zupełnie otwarty. Niemal bez sprzeciwu. To prawda – SLD był przeciwny, ale w czasach, gdy sprawował wadzę, wspierał Kościół, podobnie jak to dziś czyni prawica. Fundamentalizm jest faktem. Pytaniem pozostaje, ile jest w nim jeszcze miejsca na demokrację.

– Kościół przez setki lat walczył przeciwko prawom kobiet, robotników i wielu innych uciskanych grup społecznych, a ich wyzwolenie zaczęło następować dzięki antyklerykalnym ruchom społecznym i świeckiemu państwu. Emancypacja tych grup zaczęła więc następować wbrew Kościołowi. Czy w ogóle religia i demokracja nie są ze sobą sprzeczne?
– W sensie historycznym i teoretycznym – nie. Jeśli wyobrażam sobie jakieś prawdziwie sentymentalne demokratyczne wspólnoty, widzę przede wszystkim Ateny i pierwsze wspólnoty chrześcijańskie. Tam panowała rzeczywista równość. Taka, jaką chciał św. Paweł, gdzie nie masz „Żyda, Greka, Rzymianina” i gdzie kobiety miały szanse być sobą, to znaczy nie tylko żoną i matką. Potem zasada równości została odrzucona, co jest zgodne z aksjomatami chrześcijańskiej teologii: świat został stworzony jako hierarchia bytów, gdzie Bóg panuje nad światem, papież nad królami, król nad poddanymi, a mąż nad żoną. U św. Pawła też można o tym przeczytać. Zasada równości ma w chrześcijaństwie charakter wyłącznie eschatologiczny, rzeczywistość doczesna ma być – zgodnie z bożym planem – uporządkowana i oparta na posłuszeństwie.

– Kilka lat temu kard. Józef Glemp mówił: „Chcemy powiedzieć wszystkim bezrobotnym: nie podnoszenie pięści, wyładowywanie złości jest dobrem, ale wzajemna miłość między dotkniętymi nieszczęściem, jakim jest bezrobocie”. Kościół broni status quo i pacyfikuje protesty społeczne. Czy tłumiąc zaangażowanie obywatelskie, Kościół osłabia demokrację? Czy osłabienie wpływów religii i Kościoła nie byłoby silnym bodźcem do aktywizacji polskiego społeczeństwa?
– Nic mnie tak nie dziwi jak to, że mamy związki zawodowe czy ruchy społeczne, które za podstawę swego działania uznają społeczną naukę Kościoła. Przecież chrześcijaństwo to obietnica pośmiertnej nagrody za cierpienia. W tzw. ośmiu błogosławieństwach, Chrystus daje nadzieję wszystkim tym, którzy znoszą niesprawiedliwość, którzy są cisi, biedni, opresjonowani. To nadzieja szczęścia w przyszłym życiu. Im więcej cierpienia tu, na Ziemi, tym więcej szczęśliwości w niebie. Taka nadzieja powinna hamować społeczne roszczenia i osładzać skutki niesprawiedliwej dystrybucji dóbr doczesnych. Ale nie hamuje ani nie osładza.
Z drugiej strony, gdy przyjrzymy się z bliska tym różnym polskim wspólnotom (wieś czy małe miasteczko), to jedyną strukturą, która je spaja, zarówno pod względem obyczajowym, jak i instytucjonalnym, jest Kościół, to znaczy plebania z jej proboszczem i jego władzą. W Polsce nie ma samorządności ani ducha lokalnej współpracy, nie ma postaw obywatelskich. Jest rodzina i Kościół ze swymi nie najmądrzejszymi funkcjonariuszami. Jesteśmy wielkim narodem i żadnym społeczeństwem, mawiał kiedyś Norwid. Dziś trzeba powiedzieć, że nie jesteśmy ani silnym społeczeństwem, ani wielkim narodem. Jesteśmy silni w Kościół.

– Katolicki model rodziny i wychowania, oparty na autorytecie i porządku, stoi w konflikcie z podstawowymi zasadami wspólnoty demokratycznej opartej na pluralizmie i wolności? Czy chociażby patriarchalny wzorzec kobiety nie jest sprzeczny z głównymi wartościami społeczeństwa demokratycznego?
– Już Ulrich Beck pisał, że współczesne społeczeństwo jest oparte na strukturze feudalnej. Sfera publiczna ulega szybkiej modernizacji, natomiast sfera prywatna zachowuje cały czas formy feudalne, gdzie jedni (kobiety) są podporządkowani drugim (mężczyznom), którzy wykorzystują bezpłatną pracę tych pierwszych. Kościół temu sprzyja, szczególnie w Polsce. Gdy w Europie ruchy emancypacyjne oglądają już owoce swoich działań, u nas wciąż klepie się „o naturalnym powołaniu kobiety”, a osoby uprawiające antykobiecą politykę traktowane są poważnie. Kościół nie ma nic przeciwko wolności rynku, ale jest krytyczny wobec wolności indywidualnej w sferze obyczajowej i prywatnej, co uderza przede wszystkim w kobiety. Jan Paweł II nigdy nie krytykował kapitalizmu, nie miał też nic przeciwko prawu własności czy bogaceniu się Kościoła i jego sług, natomiast wolność i niezależność kobiet, jak również aspiracje do autonomii i wolności indywidualnej budziły zawsze jego oburzenie. Patriarchalny wzorzec kobiety jest niesłychanie trwały. Niezależnie bowiem od tego, jaką postać upolitycznienia społeczeństwa będziemy brali pod uwagę, czy będzie to monarchia, demokracja, dyktatura, socjalizm czy liberalizm, wszędzie tam kobiety są nieobecne, wykluczone, dyskryminowane i wykorzystywane. I sytuacji tej nie zmieniają żadne wstrząsy ani rewolucje, kruszące tradycyjne formy politycznej wspólnoty. Jak pisał Lawrence Stone w pracy „Family, Sex and Marriage”: „Mężczyźni jako burżuazyjni obywatele walczyli przeciwko absolutystycznemu państwu o swoje prawa do autonomii w sferach religijnych i ekonomicznych, natomiast relacje w rodzinie zawsze pragnęli pozostawić bez zmian. Koncepcje Hegla, Kanta, Milla, Rousseau i Nietzschego różnią się od siebie radykalnie pod każdym względem, jeśli jednak idzie o stosunek do kobiet, ci tak różni filozofowie są zadziwiająco zgodni. Dlaczego? Być może dlatego, że społeczny podział pracy oparty na zróżnicowaniu seksualnym jest korzystny dla mężczyzn, a może dlatego, że mężczyźni nie potrafią wyeliminować ze swoich rozważań stereotypowych poglądów i przesądów dotyczących płci? A Kościół karmi nimi społeczeństwo.

– W Polsce powiada się, że istnieją dwa Kościoły. Jeden to Kościół Rydzyka: antysemicki i autorytarny, a drugi to Kościół inteligencji katolickiej: liberalny i demokratyczny. Ale czy ta opozycja nie zasłania głębokiej jedności Kościoła? Czy nie ma ona na celu uwiarygodnienia Kościoła „oficjalnego” jako cywilizowanego i oświeconego? Przecież to „intelektualista” Pieronek mówił o homoseksualizmie jako o chorobie zakaźnej, a o feministkach – że warto byłoby je potraktować kwasem solnym.
– Jakieś podziały w Kościele są, ale powierzchowne. Kościół ma swoją intelektualną arystokrację, ale jest ona równie tradycyjna i podporządkowana „centrum”, jak z pozoru marginalne i „szalone” ośrodki w rodzaju Radia Maryja lub konsorcjum restauracyjno-perfumeryjnego prałata Jankowskiego. Kościelni intelektualiści niby oburzają się głupotą i arogancją kościelnego marginesu, ale wiedzą, że Kościół, aby rosnąć w siłę, musi tolerować zróżnicowanie swoich sług, które dostosowane jest do zróżnicowania wiernych. Zwolennicy PiS nie gustują w książkach bp. Życińskiego. Uwielbiają Rydzyka. Kościół dobrze wie, że Rydzyk jest w stanie dostarczyć więcej wiernych centrali niż biskup Życiński. Nie sądzę więc, by cokolwiek zagrażało ojcu Rydzykowi, nawet gdyby codziennie przeklinał samego premiera, a nie tylko jego szwagierkę. Nie sądzę też, żeby coś zagroziło prałatowi Jankowskiemu, nawet gdyby założył agencję towarzyską lub całą ich sieć. Kościół wspiera miernoty. Jego siła polega na absolutnej tolerancji wobec księży, którzy pozyskują wiernych bez względu na swoje dziwactwa. Nawet gdyby wbrew celibatowi płodzili dzieci, molestowali chłopców lub zakładali perfumerie. Siła większości polityków polega na tym, że doskonale to rozumieją i potrafią to wykorzystać.

– Czy w demokratycznym Państwie Kościół powinien mieć jakieś istotnie odmienne prawa i obowiązki od innych organizacji pozarządowych, takich jak związek działkowiczów albo klub przyjaciół piwa?
– To zależy, jaką demokrację mamy na myśli, przecież mamy ich wiele. W wielu demokratycznych państwach, takich jak Niemcy czy Francja, religia jest sprawą prywatną, a Kościół jest traktowany jak każda inna organizacja pozarządowa. U nas samo takie porównanie (Kościoła do klubu przyjaciół piwa) budzi powszechne oburzenie. Kościół uchodzi za posiadacza uniwersalnej prawdy. Daje wsparcie polityczne. Ma również monopol na etykę. Prezydent całkiem niedawno powiedział, że „nie ma alternatywy dla etyki katolickiej”, co znaczy, że jego zdaniem, „niekatolicy” są z definicji źli i niemoralni. Co ciekawe, w naszym katolickim kraju jest wyższy poziom przestępczości i znacznie niższy poziom kapitału społecznego zaufania niż w krajach, gdzie religia jest sprawą prywatną, a nie promowanym przez wszystkich interesem politycznym. Jednak Kościołowi ani katolickim politykom to zupełnie nie przeszkadza.

– Widzi pani potrzebę stworzenia w Polsce silnego, politycznego ruchu, który zmierzałby do radykalnego osłabienia wpływów Kościoła? Szansę na stworzenie takiego ruchu?
– Nie, chociaż uważam, że partie lewicowe powinny być otwarcie ateistyczne. To zabawne, że obecny przywódca SLD oficjalnie deklaruje swój katolicyzm. Rozumiem, że jako prywatna osoba jest człowiekiem wiary, ale po co te publiczne deklaracje? Marzy mi się jakaś laicka lewica, nie wiem jednak, czy obecnie jest ona możliwa. Nic nie widzę na horyzoncie. Żaden z potencjalnych liderów nie ma po prostu odwagi powiedzieć, że król jest nagi, Boga nie ma i pora zająć się sprawiedliwością społeczną, a nie pielgrzymkami. A jeśli chodzi o Kościół, to jego siła sama osłabnie, o ile procesy demokratyczne i modernizacyjne będą szły w normalnym kierunku. Młodzi ludzie, którzy wyjeżdżają z naszego dziwacznego kraju, przestaną być obrońcami wiary na Zachodzie, bo zrozumieją, że jest to postawa co najmniej niekoherentna. Trudno przecież domagać się doczesnego dobrobytu, wolności indywidualnej, prawa wyboru, a jednocześnie wierzyć w to, że społeczności, które to wszystko gwarantują, stanowią – jak mówił Jan Paweł II – „trzeci totalitaryzm” i „kulturę śmierci”. Kościół, by przetrwać, powinien zająć się wreszcie życiem duchowym ludzi, którzy wierzą w zbawienie, a nie życiem prywatnym i publicznym nas wszystkich. Nie powinien być też tak podatny na użytek polityczny, jaki z niego czynią różni słabi intelektualnie liderzy partyjni, tacy jak Kaczyński czy Giertych. Nauka pokory w Kościele będzie trwała długo, jeśli jednak nie zostanie podjęta, Polska stanie się w pełni laickim krajem. Nie jest to jednak nadzieja dla naszego pokolenia.

Magdalena Środa jest doktorem habilitowanym filozofii, pracownikiem Uniwersytetu Warszawskiego, w rządzie Marka Belki pełniła funkcję ministra pełnomocnika rządu do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn.


« powrót
Pozycja Kościoła jest w IV RP tak silna, że nawet ci, co zwą się lewicą, boją się milczeć na temat swojej wiary i dlatego na lewo i prawo głoszą publicznie, że są katolikami. A my dalej wierzymy, że żyjemy w demokratycznym kraju.
bonus99
No i kto to mówi. Pani profesor z postkomunistycznej partyjki, która jest największą patologią III RP. To SLD dało władzę klerowi, to za czasów prezydentury towarzysza Kwaśniewskiego Kościół stał się potęgą narzucając swój światopogląd całemu społeczeństwu. Określanie SLD jako partii lewicowej to semantyczne nadużycie. SLD nigdy nie było i nigdy nie będzie lewicą, a określanie tej partyjki tym mianem uwłacza godności wszystkim tym, którzy mają światopogląd lewicowy czy socjaldemokratyczny. SLD nie można nazywać lewicą, bo nie można mówić, że szambo jest perfumerią.l Mam nadzieję, że SLD szybko zdechnie i wtedy powstanie w Polsce prawdziwa lewica bez komunistycznego i konformistycznego brzemienia. Tylko wtedy gdy upadnie SLD może powstać normalna socjaldemokracja w Polsce, bez udziału tow. Kwaśniewskiego, apartczyka Olejniczaka i im podobnych. Oby stało się to jak najszybciej.
Lepperoni
Szanowna Pani Profesor, Pani Magdo, jest Pani jedną z nielicznych w Polsce prawdziwych (przepraszam za kolokwializm) bab z jajami. Jest Pani bardzo groźna dla Kościoła K. i całej tzw. "prawicy" oraz wszystkich cynicznych graczy, którzy pod hasłem:"Bóg, honor i Ojczyzna" załatwiają sobie profity. Jest Pani dla nich bardzo groźna poprzez swoją bezlitosną logikę myślenia i syntetyczne, jasne, komunikatywne wypowiedzi,które ich demaskują, stąd taki wściekły i nieustający atak na Panią zarówno u Rydzyka, na kazaniach w kościołach, jak i w prawicowych tzw. "mediach" (casus Wildstein). Ale niech się Pani nie daje im wyprowadzać z równowagi (czasem to widać w telewizji). Miliony Polaków wiedzą, że ma Pani rację.
zal.
Wiara nie ma nic wspólnego z religią.Wiary nie da się zdefiniować, ubrać w słowa.Natomiast religia jest próbą zarządzania wiarą, nieudaną, jak pokazuje praktyka, stąd to palenie na stosie, kamienowanie i zastraszanie oraz przymuszanie ludzi nie chcących poddać swojej wiary pod zarządzanie jakiegoś kościoła w osobach jakichś biskupów, mułłów i innych rabinów.Wiara jest wyborem każdego człowieka indywidualnie,jest prawem wolnego człowieka- a taki rodzi się każdy- do posiadania wiary albo nie. Religia natomiast bywa wygodnym wytlumaczeniem złego postępowania dla ludzi, nie mających ochoty ponosić odpowiedzialności za własne czyny. W religijnej zbiorowej świadomości czyn jednostki traci na wadze. Niknie niejako w tłumie i znajduje swoje uzasadnienie w religii.
roza munda
Stach lewicy przed KK jest stary jak transformacja ustrojowa. Oświeceniowy postulat rozdziału państwa i kościoła przykryty jest cieniem JPII. Szybko tego zaniechania intelektualnego z przełomu XVIII/XIXw. nie nadrobimy, kiedy ukuto slogan: Polak=katolik. Wtedy miało to sens /może/. Z takim poczuciem patriotyzmu nigdy nie będziemy nowoczesnym, pluralistycznym, normalnym krajem. Takie słowa jak 'ścieranie się wartości' zastąpiły "wartości katolickie", edukacja i rozwój-polityka historyczna, odwaga-wierność zasadom itd.
przeglądacz

Chyba to dziwne ze "lewusy" leza plackiem przed Krk a Kaczor potrafi ich ustawiac. Na co delikatnie zwraca uwage pani profesor.

Co do Kwacha i ferajny to oni sie juz nie licza. Po tym jak sponsorzy (miedzy innymi Mazur) zostali pogonieni przez Kaczora, kasa sie konczy i konczy sie era Kwacha i Michnika.
Co do Kaczora to trudno powiedziec, na razie koncentruje wladze goniac popaprancow (Tuski, Rokity, Olejniczaki, Kwachy itp).
Warto zauwazyc ze zatrzymal grabierz majatku narodowego przepraszam prywatyzacje. Liberala to sie nie podoba bo oni nie moga krecic kasy. A zawirowanie dotyczy gory a tu na dole nic sie nie zmienia.

Pozdrowienia dla forumowiczow.
ciocia Ada
Pan prezydent i pan premier powinni zostać pociągnieńci do odpowiedzialności karnej, czyli postawieni przed trybunałem stanu żeby wygrać wybory za wszelką cene to rozdają na lewo i prawo kościołowi za dziękuję za poparcie dobro narodowe, bo to nie ich własność.Bracia Kaczyńscy nie po to dostali mandat od narodu żeby chandlować z kościołem i okradać nasz kraj.Mówiąc krutko tam gdzie kościół się miesza do polityki to zawsze jest bieda aż piszczy,bo zawsze ajatolachom jest mało mało i jeszcze raz mało.Kosciołowi bieda i krzywda ludzka wcale nie obchodzi tylko żeby te wypasione brzuchy byli napełnione, i skarby Polski wyłudzane i przesyłane do Watykanu.PRZYJDZIE TAKI CZAS ŻE CI WSZYSCY CO TAK ROZDAJĄ NIE SWOJE BĘDĄ PRENDZEJ CZY PUZNIEJ ROZLICZENI JAK NIE ONI TOICH DIECI.....
kucyk21
Kucyk21- zgadzam się z Tobą: wszędzie, gdzie ma swoje łapy w rządzeniu kościół katolicki jest bieda i szerzy się prostytucja. Jednakże tak długo, jak ludzie sami będą pchali "ajatollahom" swój głodowy grosz w łapy, to się to nie skończy.Jedyna nadzieja w zmianie świadomości szarego Kowalskiego. Dzieci złodziei nie rozliczałabym, bo jak wiadomo, przyjaciół można wybrać, rodziny nie.Więc według mnie te dzieci nie są nic winne. Chyba, że masz na myśli zabranie dzieciom złodziei złodziejsko zdobytych majątków. W takim wypadku nie protestowałabym na pewno.
roza munda
Polska religijność pozbawiona jest jakiekolwiek tresci i refleksji. Większość Polaków pamięta jedynie papieskie "niech zstapi duch...". Polska religijnośc to jest festynowo jarmarczna, polska hierchia kościelna nastawiona na pozyskiwanie dóbr i zdobywanie przywilejów.
anie_queen