Kiedy w rankingu „Perspektyw” i „Rzeczpospolitej” Uniwersytet Warszawski przegrał
z Jagiellońskim o 0,11 pkt rektor tej uczelni, prof. Piotr Węgleński, przysłał
po dyplom swojego rzecznika prasowego. Gdy w tym roku triumfował, po wyróżnienie
przyszedł osobiście. Nagrodę odebrał i ze sceny poinformował zebranych, że stojący
obok niego rektor UJ, prof. Franciszek Ziejka, właśnie zzieleniał ze złości.
Wiosną bowiem na uczelniach przestają rządzić rektorzy, władzę przejmują rankingi.
Co roku utytułowani profesorowie przyrzekają sobie, że nie będą wypełniać kilometrowych
ankiet, i co roku pokornie się na to godzą. Wiedzą, że najlepszą reklamą jest
dziś informacja: „W rankingu szkoła zajęła wysokie miejsce”. Poza tym w czasie
dni otwartych kandydaci pytają nie o kadrę, ale właśnie o miejsce w rywalizacji.
Prof. Tadeusz Tołłoczko, były rektor warszawskiej akademii medycznej, członek
kapituły rankingu „Rzeczpospolitej” i „Perspektyw”, bagatelizuje wyniki.
– Jeśli różnica jest kilkupunktowa, to szkoły są na równym poziomie – zapewnia.
Innego zdania jest wiceminister edukacji, Tadeusz Szulc, który jako rolnik z
wykształcenia jest pewny, że koń wyprzedzający inne o setną sekundy będzie od
nich droższy o tysiące dolarów. Pogląd ten podzielają rektorzy uczelni, którzy
od lat zażarcie rywalizują w rankingach. Jedni uważają, że dumą jest miejsce
w pierwszej dwudziestce najbardziej prestiżowego zestawienia „Perspektyw” i
„Rzeczpospolitej”, drudzy, że trzeba się cieszyć z każdego punktu w każdym rankingu.
A akceptacja rankingu rośnie zgodnie z zasadą: im mam wyższe miejsce, tym bardziej
go chwalę. – To jedyny ranking przeprowadzony prawidłowo – mówił rektor Węgleński
o rywalizacji, którą wygrał.
Szczególnie zadowoleni są rektorzy prywatnych uczelni. – Jeśli miarą prestiżu
uczelni jest możliwość nadawania doktoratów, to u nas będzie jeszcze lepiej.
Mamy już zgodę na nadawanie stopnia naukowego doktora nauk humanistycznych,
teraz czekamy na kolejne – mówi prof. Adam Koseski, rektor Wyższej Szkoły Humanistycznej
w Pułtusku. I dodaje, że takich niepaństwowych uczelni jest w Polsce tylko pięć.
– A my jesteśmy jedyną uczelnią niepaństwową, która ma uprawnienia do nadawania
habilitacji – dodaje prof. Andrzej Koźmiński, rektor Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości
i Zarządzania w Warszawie. To w jego gabinecie wisi dyplom dla najlepszej niepaństwowej
uczelni, przyznawany w rankingu „Rzeczpospolitej” i „Perspektyw”. Na drugim
miejscu wśród niepublicznych jest uczelnia w Pułtusku. Kolejne to Polsko-Japońska
Wyższa Szkoła Technik Komputerowych i Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej.
Obie w Warszawie.
Polskie rankingi podobają się w zachodnich szkołach, ale budzą też zdziwienie.
W Niemczech nie ma żadnej selekcji, na studia trzeba się po prostu zapisać.
Nasza rywalizacja jest tam egzotyką. Z kolei Amerykanie podpowiadają inne kryterium
– sprawdzenie, czy po pierwszym roku student nie odszedł z uczelni z własnej
woli. Jeśli tak, to znaczy, że szkoła mu nie odpowiadała. U nas nikt o to nie
pyta. Ale „prywatni” chętnie liczą przenoszących się do nich młodych ludzi.
Stosują argument: „Uniwersytet? Coraz więcej ich studentów idzie do nas. Pewnie
mają dosyć ciasnych sal i wykładających z łaski profesorów”.
Pochwała wyścigu
– Uszeregowanie szkół wyższych jest konieczne. Jest ich 300, a nie trzy jak
w XVI w. Wtedy ranking może nie był potrzebny – mówi dr Grzegorz Wójtowicz od
lat współodpowiedzialny za rankingi. – Ważne są dobre wskazówki i skok adrenaliny
związany z rywalizacją – dodają wykładowcy.
– Zaletą na pewno jest zjednoczenie środowiska. Przypomnienie, że działamy w
jednym wspólnym systemie edukacyjnym – mówi prof. Koźmiński, ale zaraz zastrzega,
że nie należy tworzyć wspólnej listy dla publicznych i niepublicznych uczelni.
Ginie na niej jego znakomita szkoła, której zarządzanie jako jedyne w Polsce
dostało od Państwowej Komisji Akredytacyjnej najwyższą ocenę wyróżniającą.
– Chodzi o to, żeby wykończyć najsłabszych – komentują mniej entuzjastycznie
rektorzy prywatnych uczelni. Bo ranking może być zbawieniem, ale i kamieniem
u szyi. Szczególnie że słabsi już czują niż demograficzny, czyli pustki na korytarzach
uczelni.
Jednak twórcy rankingów postanawiają oceniać i słabsze szkoły. – Nie każdy musi
nosić perły, czasem trzeba się zadowolić jabloneksem. Ale i jego wartość trzeba
znać – tak członkowie kapituły rankingu „Perspektyw” tłumaczą fakt, że po raz
pierwszy do rywalizacji zakwalifikowano wyższe szkoły zawodowe.
Twórcy rankingów zapewniają, że ich prac nie zakłócają żadne naciski. Zdarzają
się tylko pretensje uczelni, które nie mogą się pogodzić z myślą, że w jakiejś
rubryce dostaną zero. Obraziła się pewna szkoła, która oczyściła biblioteki
ze staroci i teraz grozi jej tylko kilka punktów za „dostępność księgozbioru”.
Gdzie indziej zapomniano wpisać punkty za usportowienie, ktoś inny zapowiedział,
że jeśli nie wygra, nie da reklamy pismu publikującemu ranking. Ale są to tylko
incydenty.
Wszyscy zgodnie twierdzą, że ranking musi być subiektywny. – To jest sprawiedliwość
ludzka, a nie boska – mówi dr Grzegorz Wójtowicz. – Ale przecież i ona się sprawdza,
bo wygrywają szkoły, które intuicyjnie uważamy za najlepsze.
Walka bowiem toczy się w ogonie rankingów. Czołówka szkół państwowych od lat
pozostaje taka sama – UW, UJ, SGH i AGH.
Zdaniem pracowników naukowych, najsprawiedliwsze jest ocenianie poszczególnych
kierunków, a tak robią „Polityka” i miesięcznik studencki „Dlaczego”. Czasem
uczelnia jest średnia, a ma mocne prawo lub polonistykę. Dla kogoś, kto wybiera
jeden z tych kierunków, nieważny będzie fakt, że inne są słabsze. Za najbardziej
niesprawiedliwy uznawany jest ranking „Newsweeka” promujący tylko uczelnie mające
absolwentów dyrektorów. „Newsweek” pyta firmy, skąd się wywodzą pracownicy na
kierowniczych stanowiska. Wiadomo, że wygrają szkoły dające wiedzę praktyczną.
Gorzkie żale
Wielu profesorów uważa, że gra rankingami jest niebezpieczna.
Prof. Tadeusz Wilczok, rektor Śląskiej Akademii Medycznej, ogląda wydzielony
przez „Perspektywy” osobny ranking uczelni medycznych. W zeszłym roku byli przedostatni,
w tym są na końcu dziesięciopunktowej listy. Podobnie jest w „Newsweeku”. –
Jak to możliwe? – pyta.
– Przecież w innych rankingach klinik, gdzie oceniana jest jakość leczenia,
jesteśmy na pierwszych miejscach.
Jego kadencja rektora się kończy, ale gdyby nadal miał władzę, w przyszłym roku
zrezygnowałby z udziału w coraz liczniejszych zestawieniach.
Z rankingów jako pierwsze próbują się wycofać uczelnie artystyczne. Ich oryginalne
zajęcia wymykały się statystyce. Teraz nad sensem rywalizacji zastanawiają się
właśnie rektorzy akademii medycznych, szczególnie wrażliwi na klasyfikacje.
Największe pretensje mają o kryterium „prestiż”. Prof. Jacek Wysocki z Akademii
Medycznej w Poznaniu uważa, że jest to kategoria zbyt subiektywna, opierająca
się np. na odpowiedziach na pytanie: „Panie profesorze, gdzie posłałby pan swoje
dziecko?”.
– Ranking ma charakter konsumencki – odpowiada dr Grzegorz Wójtowicz. – Interesuje
nas głównie, jak uczelnie oceniają odbiorcy. A że prestiż jest czymś średnio
wymierzalnym, to już inna sprawa.
Prof. Wysockiemu nie podoba się także pytanie o opinię olimpijczyków. Do akademii
medycznych w ogóle nie dostają się oni bez egzaminu, a więc trudno, żeby je
cenili.
Medykom nie podobają się również punkty od pracodawców, którzy zatrudniliby
absolwenta ich uczelni. – Trudno wymagać, by bank chciał kogoś po akademii medycznej
– mówi prof. Wilczok z ŚAM.
– Zawsze lepiej wypadną politechniki i uczelnie ekonomiczne.
– Wcale bym się nie cieszył, gdyby nasi absolwenci dostawali pracę w firmach
farmaceutycznych i sprzedawali leki jak akwizytorzy garnki – dodaje prof. Wysocki.
– Choć może wtedy szefowie koncernów przyznaliby nam punkty.
Patrzmy sobie na ręce
Ranking to przewodnik dla zdezorientowanych studentów. I dlatego „prywatni”
złoszczą się, że nazwa uniwersytet zarezerwowana jest dla najlepszych szkół
państwowych. – Mam 13 kierunków i 30 specjalizacji, a w rankingach bardzo dobre
miejsca – mówi prof. Józef Szabłowski, rektor uczelni ekonomicznej w Białymstoku.
– Moja oferta niczym się nie różni od uniwersyteckiej, ale nie mogę użyć tej
prestiżowej nazwy.
Twórcy rankingów chętnie obserwują się nawzajem. I oceniają. Prof. Marek Rocki
ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie uważa, że w ankietach nie należy o zdanie
pytać studentów, a tak robi „Polityka”. – Prywatni uczniowie zawsze będą zadowoleni,
bo tylko niepubliczne uczelnie dają im szanse na studiowanie. Państwowi będą
zawsze niezadowoleni, bo za darmo chcieliby mieć luksusy – tłumaczy.
Jest też zarzut kumoterstwa. Przedstawiciele uczelni prowincjonalnych złośliwie
stwierdzają, że jeśli twórca rankingu ma siedzibę w stolicy, wygrywa warszawka.
Z kolei warszawiacy zauważają, że „Wprost” wywodzące się z Poznania faworyzuje
tamtejsze uczelnie.
Za to nauczyciele akademiccy narzekają, że kryteria wszystkich rankingów uzgadniane
są bez konsultacji z tymi, którzy są oceniani. Wytykają, że wiele pytań (to
też dotyczy wszystkich rankingów) prowadzi donikąd.
Polemiki trafiają do Internetu. Jedna z nich, napisana przez pracownika Uniwersytetu
Zielonogórskiego, upowszechnia teorię, że cel publikacji rankingów jest jeden
– zwiększenie sprzedaży pisma publikującego zestawienie. Skołowaną młodzieżą
wydawcy się nie martwią. Wiarygodności tej wypowiedzi odbiera fakt, że jej autor
nie krył rozczarowania z miejsca zajmowanego przez Uniwersytet Zielonogórski.
Ale najbardziej iskrzy na linii twórcy rankingów i Państwowa Komisja Akredytacyjna.
– Komisja działa długo i szczegółowo, w związku z tym przebadała niewiele uczelni
– tłumaczy prof. Marek Rocki. – Poza tym przyznaje coś w rodzaju edukacyjnego
prawa jazdy. Dopuszcza uczelnię do rynku nauki lub nie. W rankingach zaś rozdawane
są znaki jakości.
Tymczasem komisja odpowiada, że nie ma mowy o żadnym prawie jazdy, lecz o czterech
ocenach wartościujących poziom nauczania. To, co robią członkowie komisji, jest
kontrolą solidną, nie opartą na trudnych do zweryfikowania zeznaniach zainteresowanych.
Np. jeśli ocenia się opublikowane prace, to nie tylko ich liczbę, ale i jakość.
Szczególną złość członków PKA wywołuje „Newsweek” dający punkty tylko za absolwentów
na kierowniczych stanowiskach. – W ten sposób przegrywają szkoły promujące samodzielnych
twórców. A poza tym w dzisiejszych czasach można być kierownikiem badań klinicznych
i kierownikiem sprzątaczek w Mc’Donaldzie. I za jedno, i za drugie jest punkt.
Poza tym ich statystyka jest absurdalna. Wynika z niej, że więcej kierowniczych
karier robią ludzie po Akademii Teatralnej niż po Uniwersytecie Warszawskim
– wylicza PKA.
– Rankingi to tylko zabawa – mówi prof. Andrzej Jamiołkowski, przewodniczący
Państwowej Komisji Akredytacyjnej, która, jak zaznacza, pracuje kilka lat.
Czego nie ma w rankingach
– Nie interesują mnie rozważania, czy uczelnia ma więcej publikacji polskich,
czy zagranicznych, ale czy po jej ukończeniu znajdę pracę – to najczęstsza opinia
studentów, która martwi prof. Tołłoczkę. – Studia powinny nauczyć myślenia,
tworzyć perspektywę – tłumaczy. Innego zdania jest Stanisław Woyciechowski,
prezes Zarządu Stoczni Gdańskiej. Nowi pracownicy wyłapywani są w czasie praktyk
wśród najlepszych. Im szybciej, tym lepiej.
Senaty szkół wyższych wsłuchują się w oczekiwania młodych. A oni chcą pracy.
I dlatego coraz mniej jest uczelni ekonomicznych, zastępowanych przez mniej
teoretyczne szkoły biznesu. Ale rankingi nie odnotowują tej tendencji. Podobnie
nie nadążają za hitami XXI w., a niewątpliwie należy do nich europeistyka. Młodzież
chętnie ją wybiera, ale nigdzie nie znajdzie porównania, jak jest oceniana na
różnych uczelniach.
Czasem życie wyprzedza przepisy. Na SGH popularny jest kierunek gospodarka publiczna.
Niestety, PKA nie może go ocenić, bo kierunek taki nigdy nie został zatwierdzony.
Nie ma go też w rankingach.
Z powodu zbyt dynamicznego rozwoju, swojego miejsca w rankingach nie może znaleźć
Krakowska Szkoła Wyższa. Jej rektor, prof. Zbigniew Maciąg
(– Do rankingów nie zaglądam – zaznacza), tłumaczy, że nie są uczelnią wyłącznie
ekonomiczną. Wprowadzili architekturę i naukę o rodzinie, co zbliża ich do uniwersytetu.
Ale rankingi tego nie doceniają. Tak jak nie dadzą punktu za wprowadzenie księgowości
na prawie. – A przecież współczesny prawnik to nie tylko orator – tłumaczy prof.
Maciąg.
Wsłuchiwanie się w opinię młodych, uważających, że dyplom trzeba mieć, ale jednak
najważniejsza jest praca, oznacza także rozkwit studiów licencjackich i zaocznych.
Kadra może być słabsza, a student albo pójdzie do pracy, albo połączy ją z nauką.
Stąd zdumiewające zjawiska – coraz częściej studenci dzienni, z nauki bezpłatnej,
ci, którzy, zdawałoby się, Pana Boga za nogi złapali, przenoszą się na studia
zaoczne, płatne.
Nasila się też niebezpieczna tendencja: student płaci i wymaga. Nauka ma przypominać
konsumpcję hamburgera. Obie strony są zadowolone – wykładowca się nie wysila,
młody człowiek błyskawicznie zdobywa wyższe wykształcenie. Te beznadziejne „wyższe
szkoły niczego” powoli trzebi Państwowa Komisja Akredytacyjna. W rankingach
najczęściej w ogóle się nie mieszczą. Ale ciągle są zachętą dla uboższych, bo
czesne mają tak samo niskie jak wymagania. Nadużywana jest także edukacja na
odległość, czyli przez Internet. Prof. Andrzej Koźmiński wierzy, że już niedługo
rynek pracy, jeśli nie kontrole i rankingi, odetnie ogon najgorszych uczelni.
Na razie rzeczywistość wygląda o wiele gorzej.
Nie tylko bowiem nowe, często niebezpieczne zjawiska, ale i sprawy etyki wymykają
się rankingom. Należy do nich problem autoplagiatów, czyli prac licencjackich,
lekko podrasowanych i przedstawianych jako magisterka. Nie wychwyci tego żaden
ranking, a studiować na takiej uczelni to wstyd.
Może dlatego prof. Rocki otrzymał ostatnio propozycję, by stworzyć antyranking,
będący wyrazem dezaprobaty środowiska dla działań niektórych rektorów. Po co
się za nich wstydzić? A i młodzież dobrze byłoby ostrzec. Jednak na razie pomysł
trafił do szuflady. Atmosfera w środowisku jest dostatecznie nerwowa. Decydują
się losy ustawy o szkolnictwie wyższym, o której „prywatni” mówią, że nie jest
im przychylna. W tej sytuacji o wiele większe szanse ma propozycja prof. Węgleńskiego,
by w przyszłym roku powstał ranking europejski. Może wtedy skończy się nudne
przeskakiwanie – raz wygrywa UJ, raz UW. Ciekawe, jak wypadną na tle Europy.
Jak czytać rankingi?
- Nie sugeruj się wyłącznie miejscem w
ogólnej punktacji. Sprawdź drobniejsze oceny. Zastanów się, co na uczelni będzie
dla ciebie najważniejsze. Czy kładziesz nacisk na wspieranie absolwentów, a
więc pomoc w znalezieniu pracy, czy ważne są dla ciebie kontakty z wielkimi
nazwiskami profesorów, a może baza, bo musisz mieszkać w akademiku.
- Pamiętaj, że nie ma idealnej uczelni.
Np. może proponować świetne praktyki, a równocześnie mieć fatalne warunki lokalowe.
- Zawsze bardziej wiarygodny będzie ranking
tworzony nie tylko przez dziennikarzy.
- Sprawdź, czy wykładowcami są cenieni profesorowie.
- Porównaj miejsce w rankingu z oceną Państwowej
Komisji Akredytacyjnej.
- Zobacz, jak uczelnia wypadła w poprzednich
latach. Może jest na równi pochyłej.
- W rankingach kiepsko wypadają lub w ogóle
się nie mieszczą uczelnie nietypowe, np. Akademia Pedagogiki Specjalnej, i uczelnie
artystyczne. Pamiętaj o tym.
- Dowiedz się, jakie jest czesne i jaką
umowę podpisujesz z uczelnią prywatną. O tym nie wspomina żaden ranking.
- Traktuj ranking jak wskazówkę, a nie jak
wyrocznię.
- Im mniej rozumiesz z reguł rankingu, tym
bardziej jest on podejrzany.
- Mierz siły na zamiary. Nie każdy skończy
Uniwersytet Jagielloński. Ranking pomoże ci wybrać uczelnię odpowiadającą twoim
możliwościom.
Wyróżniony przez PKA, w rankingach niedoceniony
Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego jest
szósta na liście siedmiu najlepszych uczelni ekonomicznych („Perspektywy”).
Na liście wyższych szkół, które kształcą najwięcej dyrektorów, jest na 36. miejscu
(„Newsweek”). W rankingu oceniającym tylko zarządzanie jest na pierwszym miejscu
wśród niepublicznych, ale na 13., gdyby zsumować punkty i uczelni prywatnych,
i państwowych. Tymczasem Państwowa Komisja Akredytacyjna zarządzaniu u Koźmińskiego
jako jedynemu w Polsce przyznała najwyższą, wyróżniającą ocenę. Znalazło to
odzwierciedlenie tylko w prestiżowym zestawieniu przygotowanym przez „Home&Market”.
Tam Koźmiński wygrywa zdecydowanie.
Jak powstają rankingi
* Szóstą edycję ma „Polityka”, która nie
podsumowuje pracy całej uczelni, lecz tylko siedmiu najpopularniejszych kierunków.
Jest to ekonomia z zarządzaniem, informatyka, pedagogika, politologia, psychologia,
prawo, socjologia. O miejscu szkoły decyduje aż sześć kryteriów: pozycja akademicka,
potencjał kadrowy, orientacja na studenta, czyli to jak jego potrzeby są realizowane
przez szkołę. Ocenia się zarówno skalę nauczania języków obcych, jak i pomoc
materialną. Kolejne kryteria to kontakty z otoczeniem (m.in. staże zagraniczne
studentów, własne wydawnictwa), selekcyjność, czyli pokazanie, jak silna była
konkurencja podczas ubiegania się o miejsce na danej uczelni, i infrastruktura.
* Również przygotowany po raz szósty jest
ranking „Perspektyw” i „Rzeczpospolitej”. W istocie są tam cztery rankingi i
kilka mniejszych: ranking 78 najlepszych uczelni akademickich w Polsce, ranking
80 najlepszych niepaństwowych uczelni magisterskich, ranking 70 niepaństwowych
uczelni zawodowych, licencjackich lub inżynierskich i publikowany w tym roku
po raz pierwszy ranking 12 państwowych wyższych szkół zawodowych. W osobnych
grupach pokazano też dokonania uczelni medycznych, pedagogicznych, rolniczych,
ekonomicznych, uniwersytetów i uczelni technicznych. W rankingu „Rzeczpospolitej”
i „Perspektyw” po raz pierwszy o preferencje pytano olimpijczyków. Jednak najważniejsze
kryteria to prestiż, siła intelektualna i warunki studiowania.
* Czwarty raz swój ranking przedstawił „Newsweek”,
w którym jedynym kryterium jest skuteczność kształcenia rozumiana jako zajmowanie
kierowniczego stanowiska.
* Najstarszy, ukazujący się od 12 lat, jest
ranking „Wprost”. Przyznaje punkty za zaplecze intelektualne, jakość kształcenia,
ocenę szans kariery zawodowej i ocenę warunków studiowania.
* Są jeszcze rankingi pism studenckich,
np. miesięcznika „Dlaczego”, który zapowiada, że ich zestawienie jest inne niż
wszystkie. Oceniali tylko pięć najpopularniejszych kierunków (prawo, marketing,
pedagogikę, informatykę oraz ekonomię), a o opinię zapytali osoby z szeroko
pojętej branży, np. opinię o prawie wydali zarówno adwokaci, jak i księgowi.
* Inny, skupiony też na wybranym fragmencie
edukacji jest ranking niepublicznych wyższych szkół biznesu proponowany przez
„Home&Market”, w którym oceniane są tylko niepubliczne szkoły ekonomiczne.
Nietypowym, bardzo ciekawym kryterium przyjętym przez „Home&Market” jest
„opór przed komercją”. Maksymalnie 17 punktów mogła dostać uczelnia, która przeprowadza
egzaminy i ostrą selekcję po pierwszym roku.
* Miesięcznik „Profit” przygotowuje właśnie
czwarty ranking studiów MBA. W Polsce działa ok. 40 różnych programów Master
of Business Administration. Raport „Profitu” to kubeł zimnej wody, bo szkoły
nadal nie dbają o jakość programu.
I właśnie takie rankingi kierunków („Polityka”, „Dlaczego”) lub pewnego typu
szkół („Home&Market”) mają przyszłość. Maturzysta chce poznać tylko interesujący
go wycinek edukacji.
Ocena negatywna od PKA
Uniwersytet Łódzki – filologia polska ze specjalnością bibliotekoznawstwo.
W rankingu „Perspektyw” 10. na liście 20 uniwersytetów.
Uniwersytet Opolski – teologia i psychologia. W „Perspektywach” 13.
Uniwersytet Rzeszowski – wychowanie fizyczne i prawo (magisterskie uzupełniające).
Pomimo tego prawo zajęło 13. miejsce (na 16) w rankingu kierunków „Polityki”.
W „Perspektywach” 19. na wspomnianej liście uniwersytetów.
Uniwersytet Śląski – zarządzanie i marketing. 22. miejsce (na 31) w rankingu
kierunków „Polityki”. W „Perspektywach” dobre, 9. miejsce (na 20).
Państwowa Komisja Akredytacyjna wystawiła ocenę negatywną na kierunkach w Bałtyckiej
Wyższej Szkole Humanistycznej w Koszalinie, Olsztyńskiej Wyższej Szkole Informatyki
i Zarządzania im. T. Kotarbińskiego oraz Szkole Wyższej im. P. Włodkowica w
Płocku. A jednak nie zaszkodziło im to w zaistnieniu w rankingach.
Kierunki magisterskie na sześciu uniwersytetach otrzymały ocenę negatywną od
Państwowej Komisji Akredytacyjnej. Oznacza to zakaz rekrutacji, grozi likwidacją
kierunku. Nie zaszkodziło im to i zajęły w rankingach bardzo przyzwoite miejsca.
Zaskakująca zmiana miejsc
Ranking uczelni medycznych
AM w Białymstoku:
„Perspektywy” i „Rzeczpospolita”- 4, „Newsweek” - 1
AM w Bydgoszczy:
„Perspektywy” i „Rzeczpospolita”– -, „Newsweek” - 2
AM w Lublinie:
„Perspektywy” i „Rzeczpospolita”– 9, „Newsweek” - 3
AM we Wrocławiu:
„Perspektywy” i „Rzeczpospolita” - 7, „Newsweek” - 4
AM w Gdańsku:
„Perspektywy” i „Rzeczpospolita” - 8, „Newsweek” - 5
Uniwersytet Medyczny w Łodzi:
„Perspektywy” i „Rzeczpospolita” - 2, „Newsweek” - 6
AM w Poznaniu:
„Perspektywy” i „Rzeczpospolita” - 5, „Newsweek” - 7
Pomorska Akademia Medyczna w Szczecinie:
„Perspektywy” i „Rzeczpospolita” - 6, „Newsweek” - 8
Śląska Akademia Medyczna w Katowicach:
„Perspektywy” i „Rzeczpospolita” - 10, „Newsweek” - 9
AM w Warszawie:
„Perspektywy” i „Rzeczpospolita” - 1, „Newsweek” - -
Collegium Medicum UJ:
„Perspektywy” i „Rzeczpospolita” - 3, „Newsweek” - -
Poza ostatnim miejscem rankingi różnią się całkowicie. „Newsweek” nie uwzględnił
w ogóle dwóch wybitnych uczelni w Warszawie i Krakowie.
Z kolei „Perspektywy” i „Rzeczpospolita” nie uwzględniły bydgoskiej AM. Pozostałe
uczelnie też zostały różnie ocenione.
Ranking uczelni pedagogicznych
Akademia Bydgoska:
„Perspektywy” i „Rzeczpospolita” - 1, „Newsweek” - 4, „Polityka”
- 10
Akademia Pedagogiczna Kraków:
„Perspektywy” i „Rzeczpospolita” - 2, „Newsweek” - 7 „Polityka”
- 19
Akademia Świętokrzyska:
„Perspektywy” i „Rzeczpospolita” - 3, „Newsweek” - 3, „Polityka”
- 22
Akademia im. J. Długosza Częstochowa:
„Perspektywy” i „Rzeczpospolita” - 4, „Newsweek” - 5, „Polityka”
- 21
Akademia Podlaska Siedlce:
„Perspektywy” i „Rzeczpospolita” - 5, „Newsweek” - 1, „Polityka”
- 24
Pomorska Akademia Pedagogiczna w Słupsku:
„Perspektywy” i „Rzeczpospolita” - 6, „Newsweek” - 6, „Polityka”
- 32
W zestawieniu porównano miejsca sześciu uczelni z rankingu „Perspektyw” i „Rzeczpospolitej”
z rankingiem „Newsweeka” i „Polityki”, w którym uwzględniono wydziały pedagogiczne
na uniwersytetach. Na tym tle akademie pedagogiczne wypadły słabo. Jeszcze bardziej
bezradny poczuje się ktoś, kto do tych rankingów dołączy ranking „Dlaczego”.
Studenci uznali, że najlepiej studiować pedagogikę w Akademii Pedagogiki Specjalnej
w Warszawie, która w innych rankingach nie pojawiła się wcale.
Ranking informatyki
Uniwersytet Warszawski: „Polityka” - 1, „Dlaczego” - 1
Uniwersytet Jagielloński: „Polityka” - 2, „Dlaczego” - 5
Politechnika Poznańska: „Polityka” - 3, „Dlaczego” - -
AGH: „Polityka” - 3 ex aequo, „Dlaczego” - -
Politechnika Warszawska: „Polityka” - 3, „Dlaczego” - 2
Politechnika Wrocławska: „Polityka” - 6, „Dlaczego” - 3
I znowu rankingi bardzo się różnią. Kilku uczelni z czołówki „Polityki” nie
uwzględniło „Dlaczego” i odwrotnie, na początku rankingu „Polityki” nie było
miejsca dla wyróżnionych przez „Dlaczego”: Politechniki Gdańskiej (6) i Polsko-Japońskiej
Wyższej Szkoły Technik Komputerowych (4).