Trafiony, niezatopiony

Lech Kaczyński w bardzo niefortunny sposób tłumaczył się z nieprawidłowości w swym oświadczeniu majątkowym

Trafiony, niezatopiony

- Nie pomylę się, jeśli powiem, że jest pan wyznawcą poglądu, iż prawo powinno działać w sposób nieubłagany. Mam wrażenie, że tym razem nie zadziałało.
- To, co się dzisiaj dzieje, to już zupełnie bezczelna hucpa. Nie uniknąłem pomyłki, która wynika z błędnego kwestionariusza - taki był początek rozmowy Sławomira Jeneralskiego z prezydentem Lechem Kaczyńskim w \"Monitorze Wiadomości\". 1 Program TVP zrobił z całej sprawy dużą relację. O godzinę wcześniejsza \"Panorama\" w 2 Programie nie wspomniała o niej.
Redaktor i prezydent przedstawili swe nader odmienne wrażenia. Obiektywne fakty są zaś takie, iż w oświadczeniu majątkowym Lech Kaczyński uwzględnił tylko 6 tys. zł z ponadstutysięcznych dochodów w 2003 r. I choć do oświadczenia dołączył PIT, w którym dochody podane są już w pełnej wysokości, z formalnego punktu widzenia naruszył prawo - podobnie jak czterej wiceprezydenci, których oświadczenia, choć powinny, nie znalazły się na czas w \"Biuletynie Informacji Publicznej\".

Zmącony obraz

Wbrew sugestiom \"Trybuny\", nie ma wszakże cienia prawdopodobieństwa, by Lech Kaczyński mógł za to pójść siedzieć czy utracił stanowisko prezydenta stolicy. Nic też zapewne się nie stanie jego zastępcom, co najwyżej - jak już zapowiedziała rzeczniczka urzędu miasta - ukarany zostanie jakiś pomniejszy urzędnik za to, że nie dopilnował, by oświadczenia zastępców znalazły się na stronach \"BIP\".
W całej tej historii nie chodzi jednak oczywiście o takie czy inne naruszenie przepisów, lecz o to, co na temat zachowania najpopularniejszego polityka prawicy i całej formacji PiS pomyślą sobie przeciętni obywatele.
A mogą pomyśleć nie najlepiej. Nie ulega bowiem wątpliwości, że bardzo skutecznie udało się sprowokować Kaczyńskiego oraz jego kolegów do reakcji niepoprawiających ich notowań u opinii publicznej. Kryształowy obraz bezkompromisowego polityka może zostać mocno zmącony.

Kali się kłania

Narzekanie na błędne kwestionariusze (czego politycy PiS nie podnosili, gdy wcześniej przedstawicielom innych partii wytykali nieprawidłowości w deklaracjach), ripostowanie, że inni posłowie też się mylili bez wspominania, że zdarzało się to również działaczom PiS, niewielka precyzja tych zarzutów (Andrzej Urbański, wiceprezydent stolicy, prezentował pomyłki w deklaracjach popełnione przez innych polityków w latach 2001-2002, a nie w roku bieżącym, poza tym w gronie tych, którzy zbłądzili, niesłusznie wymienił Aleksandrę Jakubowską), brak dobrej odpowiedzi na pytanie, dlaczego błędu w deklaracji nie popełnił np. Wojciech Kozak, prezydent Warszawy z Platformy Obywatelskiej (ugrupowania, które wielu wyborców nie posądza o przesadną uczciwość), a zdarzyło się to prawnikowi i liderowi partii, które bezkompromisową walkę z korupcją ma na sztandarach - wszystko to nie przysporzy sympatii PiS.
Natychmiast też wyciągnięto Ludwikowi Dornowi, posłowi PiS, niedawną wypowiedź, iż wykazywanie innych dochodów w PIT-ach, a innych w oświadczeniach jest przestępstwem przeciw dokumentom. Niefortunnie to zabrzmiało teraz, gdy działacze partii zwarli szeregi w obronie Lecha Kaczyńskiego i twierdzą, że nic się nie stało.

Nie tak ostro

W dodatku Kaczyński, którego w sposób bardzo przemyślany ugodzono akurat wtedy, gdy był na urlopie, przed kamerami TVP wystąpił z marszu, bez przygotowania i pozwolił sobie na kilka ostrych wypowiedzi: \"Raz jeszcze się okazało, że SLD, kontrolujący telewizję publiczną, tak się nadaje do prowadzenia polityki w warunkach demokracji jak ja do skoku wzwyż na olimpiadzie w Atenach\", \"Mamy do czynienia z bezczelną SLD-owską hucpą\", \"Pan tutaj (do red. Jeneralskiego) też, jak widzę, reprezentuje \"Trybunę\", widzę, że pan znakomicie wie, co ona jutro napisze, telewizja publiczna i organ partyjny są w istocie jednym organem\". Wspomniał też o \"oczywistych przestępstwach pana premiera Millera\".
A Polacy nie lubią takiego tonu u przyszłego kandydata na stanowisko prezydenta RP.
Lech Kaczyński został więc (na własne życzenie) trafiony dość celnie - ale jednak pociskami zbyt małego kalibru, by zdołały go już zatopić.

Andrzej Dryszel
Prenumerata na prezent